• Wpisów:1426
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:26 dni temu
  • Licznik odwiedzin:102 438 / 4416 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Przychodzi taki czas, w którym niczego tak bardzo nie pragniesz, jak świętego spokoju.
Komfortu psychicznego.
Świadomości, że Twoi bliscy są cali i zdrowi. Życiowej stabilności.

Reszta, za którą jeszcze jakiś czas temu skoczyłbyś w ogień, staje się dla Ciebie nic nie warta, nie ma żadnego znaczenia.

Życie zdążyło Ci pokazać, którzy ludzie ile są warci. Wiesz komu chętnie poświęcić swój czas. Wiesz komu serdecznie pokazać środkowy palec.

Nie masz żadnej ochoty na toksycznych ludzi, tych rozchwianych emocjonalnie.
Pragniesz mieć przy sobie ludzi prawdziwych, szczerych, normalnych.
Pier*olisz tych, którzy serwują Ci więcej skrajnych emocji, niż dzień w parku rozrywki.
Tych którzy mówią jedno, robią drugie, przychodzą tylko jak coś chcą, w oczy doceniają, w plecy nóż wbijają.

Nie chce Ci się nic nikomu udowadniać.
Nie masz ochoty pędzić za tłumem.
Być na topie, być pięknym, modnym w wiecznej formie.
Masz w dupie co kto o Tobie myśli.
Czy jesteś w czyimś guście, czy nie.
Czy Twoje życie innym odpowiada.
Że ktoś Cię krytykuje i ocenia.

Pragniesz spokoju.
Świętego spokoju.
To nie znak że jesteś nudny.
To znak że dojrzałeś.

~ Jakub Czarodziej
 

 
Boimy się drzwi, które nie są zamknięte, z których zawsze może wyjść przeszłość, przydusić mokrą od łez poduszką, płaczącą wierzbą, kawą, wódką płaczącą. Boimy się drzwi otwartych, że zawsze może ktoś wyjść z naszego życia - opuścić, odejść, zapomnieć. Albo że zabierze nam go czas, świat, kariera albo śmierć. Boimy się okien, w których widać tęsknotę i tęsknoty, która przegląda się w oknach. W oczach naszych, w lustrach, kiedy płynie czas. I upływu czasu się boimy, że nie zdążymy pokochać, poczuć, pocałować, zapamiętać na zawsze. Bo przecież to zawsze to tylko paranoja i wszystko się kończy (poza miłością, prawda?). Boimy się wejścia i wyjścia. Wejścia - bo nowe czasem przeraża, wyjścia - że znów ucieknie nam czas, pociąg, peron. Że rzeka będzie za zimna albo woda zbyt mokra. Boimy się łez naszych bliskich, bo nie chcemy, aby płakali i samotności się boimy, że zamknie w nas coś, co nazywa się "ogród złoty, w którym kwitnie serce". I że pozostawi w nas kamień.

~ Kaja Kowalewska
 

 
Na rozpoznanie fałszu nie ma recepty. Jeżdżą takie kozie mordy po świecie, biegają, galopują, a potem srają na Twoją duszę. Wpierw jednak kwiatki, czulenie, boskie słówka, motylki, zegarmistrz (światła) i raj. Merci na słodko, wszystko to, co kocham, Ty kochasz, ON/ONA kocha. Każde najmniejsze gówno sprzątnę po Tobie. Będę wiecznie. Będę na zawsze. Obok. Obok. Zesrany obłok. Heh. FOREVER.
A tak naprawdę nabieramy się zbyt szybko. Na oazę spokoju/ smak czekoladowego batona/ złotą rybkę/ goździki. Na przyjaźń/miłość/pojednanie, kasę i pokój.
Niektórzy potrafią dużo gadać (i pięknie gadać). Nawijają na taśmę te wszystkie zapachy lata ( - O, jak Ty pachniesz), smaki (- O, jak Ty całujesz), ten cały wszechmogący dotyk (a zdawałoby się, że w dzisiejszych czasach wszechmogące dla wielu bywa tylko GOOGLE) i delikatne powietrze, a tak naprawdę czekają tylko na odpowiedni moment, aby wbić szpilę/przyłożyć słowem/zranić. Łatwo przejechać się (i to nie trzeba od razu wybierać się na koniec świata) np. rowerem/samochodem/limuzyną/traktorem i łatwo też przejechać się na KIMŚ. Bo nagle okazać się może, że osoba, której się ufa, modli się aktualnie po drugiej stronie barykady i lajkuje syf przeciwko Tobie albo roznosi grzybicę paznokcia od roku za Twoimi plecami, o czym Ty nie posiadasz bladego (albo białego) pojęcia (zielone stało się oklepane).
Wniosek? Należy uważać. Na pasach/przejściu dla pieszych, w tunelach, podczas procesji słów, na pustyni (kiedy zjeść nas chce fatamorgana) na ciepło i na wznak. A przede wszystkim nie pozwolić na zaślepienie. Na bajki mydlane. I szanować siebie samego. Amen.

~ Kaja Kowalewska/ z książki "Siedem grzechów głuchych"
 

 
Tęsknie za Tobą … jak nigdy w życiu za nikim… tęsknie jakbym miała pięć lat i czekała na kolejne Boże Narodzenie. I najgorsze w tej tęsknocie jest to, że nie wyjechałeś na drugi koniec świata, że nie leczysz słoni w Afryce, nie budujesz igloo Eskimosom, nie brudzisz się spaghetti na jednej z ciasnych, zatłoczonych, włoskich uliczek. Mieszkasz w tym samym mieście, trzy ulice, piętnaście ścian dalej. Chodzisz tymi samymi chodnikami, robisz zakupy w tych samych sklepach, słyszysz to samo bicie dzwonów, te same przejeżdżające pociągi. Pod względem odległości mierzalnej jesteś bliżej niż blisko. Gdyby zaznaczyć na mapie odległość, która nas dzieli - byłaby to tylko mała, ledwie zauważalna kropka. Jesteś bliżej niż blisko, a dzielą nas kilometry niewypowiedzianych słów i słów powiedzianych niepotrzebnie, mile zranionych uczuć, hektary urażonej dumy, godziny i dni niespełnionej miłości.

- Autor nieznany
 

 
A przecież są w życiu relacje wyjątkowe, niekoniecznie związane z miłością. Spotykasz kogoś na swojej drodze i magnetyczna siła przyciąga Was do siebie. Chociażby nie wiem ile się mówiło, to zawsze zostaje coś, czego nie zdążyło się powiedzieć. Wciąż jest za mało czasu, który przepływa przez palce magicznym tempem, kiedy przebywacie razem. Ciągle pojawia się sprawy, którymi tak bardzo chciałbyś się z nią podzielić. I rozumiecie się wyjątkowo. Zupełnie jakbyście porozumiewali się na innym poziomie świadomości czy wrażliwości, niż reszta świata. Takiej osoby nie da się oszukać. Ona wie bardzo dobrze co czujesz bez Twoich zbędnych słów. Myślicie i odczuwacie w taki sam sposób. Chcesz z nią przebywać jeszcze i jeszcze. I w zasadzie ta historia nie ma końca. A jeśli Wasze drogi się rozchodzą, to zazwyczaj na jakiś czas, tylko po to żeby powrócić do siebie z taką samą pasją, czasami z inną perspektywą. Od takich ludzi nie da się odejść, nawet trzymając się od nich z daleka. Nie ma szans. Przeznaczenia się przecież nie oszuka.

- Moja dusza pachnie tobą
 

 
Je älter ich werde, desto mehr beginne ich zu verstehen, dass Frauen sich nicht über den Arsch rollen lassen. Die Frau wacht tatsächlich eines Tages auf, riecht den Duft von frisch gebrühtem Kaffee und ist wütend...

Wütend, dass sie sich all die Jahre wie Brezeln verdreht hatte und versucht hatte, sich an das anzupassen, was du wolltest, dass sie für dich ist.

Wütend, dass sie dich immer an die erste Stelle gesetzt und sich selbst aufgegeben hat.

Wütend, dass sie mit einem Lappen fliegen und in Töpfen stehen musste, weil sie dir ein Zuhause schaffen wollte, das du nicht schätzen konntest.

Wütend, dass sie mehr Gründe zur Sorge bekam, als nur von dir gehört zu werden.

Wütend, dass du "zu beschäftigt" warst, obwohl du irgendwie Zeit für alles andere gefunden hast.

Wütend, dass sie sich weinen ließ, während du eine tolle Zeit hattest.

Wütend, dass sie auf andere Frauen eifersüchtig gewesen sein muss, weil man sie nicht anzünden konnte, damit andere auf sie eifersüchtig sind.

Sie war wütend, dass sie bei jedem Ihrer Anrufe war, und sie blieb mit Fetzen zurück, als sie es wagten, Sie um Hilfe zu bitten.

Wütend, dass sie alles für dich fallen lassen konnte und dafür so viel NICHTS zurückbekam.

Wütend, dass sie, als sie deine Nähe brauchte, nur wusste, dass sie in einer Facebook-Beziehung mit dir war.

Wütend darüber, dass ihre Gefühle, Emotionen und Wünsche über die Jahre hinweg ignoriert und durch ihre hormonellen Veränderungen erklärt wurden, nur um sie zu entlassen und sich nicht den Problemen zu stellen, die nur sie zu interessieren schienen ...

weil sie verantwortlich war und dich liebte.

Und du weißt? Dies ist keine Menopause oder ein PMS.

Es erwacht.

Je älter ich werde, desto mehr merke ich, dass es nicht Frauen sind, die verrückt werden. Tatsächlich sind sie viel vernünftiger als viele Männer, die ihre Kompetenz in Frage gestellt haben - Ehefrau, Mutter, Freundin und vor allem eine Frau zu sein, die immer versucht hat, einen Kopf im Nacken und ein Herz der Hand zu haben - für Sie, die es nicht schätzen konnten. .

Denken Sie nicht, dass es, wenn es einmal erobert ist, für immer Ihnen gehören wird.

Wenn Sie sich nicht sicher sind, ob Sie es wollen, wissen Sie, dass jemand anderes bereits sicher ist. Für diesen jemand ist es keine Option, sondern eine Priorität.

- Kobus - Auszug aus einem Führer für Paare,
 

 
Po co jest przyjaciel?

Wyobraź sobie, że rzuca cię facet/kobieta. Chujowe? Chujowe. A teraz wyobraź sobie, że rzucają cię wszyscy przyjaciele. Co jest gorsze?

Obstawiam wariant drugi.

Po co jest przyjaciel? Dawno temu, przyjaciel, będąc bardzo daleko, podesłał mi historię, która to tłumaczy. Wierzę w nią średnio, ale jest piękna. Trafia do serca. Kobiety ani jednostki wrażliwe nie powinny jej czytać.

Do szpitala przychodzi klient. Zaspokajał się sam. A że fantazję miał wyjątkowo bujną, to włożył sobie w pupę gumkę, po czym wypełnił ją gipsem. Patent miał polegać na tym, że kiedy gips zaschnie będzie mieć idealny dildo analne (ciężko to nazwać bowiem wibratorem, chyba że dostanie się w trakcie dreszczy).

Nie krytykuję. Słyszałem o facetach, co to lubią zakładać kobiecą bieliznę i nie rzadziej jak co dwa tygodnie zamawiają sobie nowy komplet.

Wszystko szło dobrze, lecz podczas wyciągania pękła guma i … cóż, wkład pozostał. Próbował ręką, szczypcami, kombinerkami. Nie dało rady. Pojechał do szpitala. Lekarz, jak to lekarz. Niewiele jest już w stanie ich zaskoczyć. Obejrzał, prześwietlił. Wybór był mizerny. Albo rozetnie zwieracze i pacjent będzie srał pod siebie do końca życia, albo potnie go od środka. Bierze zwolennika miłości greckiej na stół, rozcina, wyciąga. Patrzy, a przez środek idealnego wibratora biegnie dziura. Dość długa. Tak jakieś 6mm średnicy.

Lekarzowi to jednak spokoju nie dawało. „Panie, rozumiem gumę i gips w dupie, nie takie rzeczy widziałem, ale weź mi powiedz skąd ten otwór biegnący przez środek odlewu????” Pacjent się kryguje, w końcu wyznaje. Poprosił sąsiada, swojego najlepszego kumpla, żeby mu to rozwiercił wiertarką.

I teraz sobie wyobraźcie: kolo na pieska, a drugi boruje go wiertarką.

Ile trzeba mieć zaufania do drugiej osoby, aby opowiedzieć jej, co ci się przydarzyło i poprosić o pomoc!

Ile wiary w tą osobę, żeby klęknąć i wypiąć dupę!

I ile mobilizacji z drugiej strony, aby wziąć wiertarkę i zacząć wiercić!

Tak, kobiety zrobiłyby dla swoich przyjaciółek dokładanie to samo.

Bo po to mamy przyjaciół. W przypadku przyjaźni zanika wstyd. Liczymy na szczery przekaz bez autoprezentacji. Ktoś cię zna i wciąż lubi, mimo, że zna. Bo macie te same cele, te same wartości. Jak w tym memie:

„Otaczaj się ludźmi, przy których nie musisz spinać dupy i wciągać brzucha.”

Nie liczy się ich uroda. Liczy się ich charakter. Moi przyjaciele mnie określają. Ich ambicje są moimi ambicjami, ich plany stają się moimi, ich pragnienia przechodzą na mnie. To z nimi porównujemy swoje osiągnięcia. Powiedz mi, kim są twoi przyjaciele, a powiem ci, kim jesteś.

Chodzi o sytuacje kiedy lecisz do tej osoby na ślub do Vegas, mimo, że ona się już pogodziła z tym że ciebie tam nie będzie. Dzwonisz do niej na recepcji i mówisz: przyjechałam.

Chodzi o sytuacje kiedy pół roku później jesteś w Nowym Jorku wysiadasz na lotnisku i nikogo się nie spodziewasz. A wita cię twoja przyjaciółka z mężem, uśmiecha się i mówi „zemsta za Vegas”.

(Zamiast Nowego Jorku wstaw Szczecin, Koszalin czy Włocławek. Chodzi o ideę).

Żyjemy w czasach, gdy przyjaźń staje się nową rodziną. Lepszą rodziną. Bo na to, kto znajdzie się w tej prawdziwej, nie mamy większego wpływu. Zresztą ci, których wybieramy za przyjaciół są do nas bardziej podobni pod względem struktury DNA niż inne obce nam osoby, pochodzące z tej samej populacji.

Pod pewnymi względami przyjaźń jest lepsza niż miłość. Miłość, pasja, namiętność – to często się kończy wraz z czasem. Przyjaźń nie. Przyjaźń z czasem potrafi być silniejsza.
 

 
- Czy ja umarłem? – zapytał człowiek.
- Tak. – skinął głową Kronikarz, nie odrywając oczu od wielkiej księgi. – Umarłeś. Niewątpliwie.
- Człowiek niepewnie przesunął się nieco do przodu.
- I co teraz?
Kronikarz spojrzał na człowieka i ponownie zajął się studiowaniem księgi.
- Teraz musisz iść tam, - powiedział, wskazując palcem niepozorne drzwi. – Albo tam, - palec Kronikarza zwrócił się w stronę innych, identycznych, drzwi.
- A co tam jest? – zainteresował się człowiek.
- Piekło, - odpowiedział Kronikarz. – Albo raj. Zależnie od okoliczności.
Człowiek stał i patrzył raz na jedne drzwi, raz na drugie, nie mogąc się zdecydować.
- A ja dokąd mam iść?
- To ty sam nie wiesz? – Kronikarz uniósł brew.
- No… - zawahał się człowiek. – Nie wiem. Chyba tam, gdzie mnie skierujecie, zgodnie z moimi czynami…
- Uhm. – Kronikarz włożył do księgi zakładkę i po raz pierwszy dokładnie przyjrzał się człowiekowi. – Czynami, powiadasz…
- No bo jak inaczej?
- Dobrze, - Kronikarz otworzył księgę na pierwszych stronach i zaczął czytać nagłos. – Tu jest napisane, że w wieku dwunastu lat przeprowadziłeś staruszkę przez jezdnię. To prawda?
- Prawda, - potaknął człowiek.
- To dobry uczynek czy zły?
- Dobry!
- Zaraz sprawdzimy… - Kronikarz przerzucił stronę. – Pięć minut później ta staruszka wpadła pod tramwaj na następnej ulicy. Gdybyś jej nie pomógł, to minęłaby się z tramwajem i żyła by jeszcze jakieś 10 lat. Więc?
Człowiek słuchał z przerażeniem.
- Albo tutaj, - Kronikarz otworzył księgę na kolejnej stronie, - w wieku dwudziestu trzech lat wraz z kolegami pobiliście kilku chłopaków.
- To oni zaczęli!
- Ja mam tu napisane co innego, - zaprotestował Kronikarz. – Tak czy inaczej, złamałeś siedemnastolatkowi dwa palce i nos. Za nic. To dobrze czy źle?
Człowiek milczał.
- W wyniku czego chłopak nie mógł już grać na skrzypcach, a zapowiadał się całkiem dobrze. Zniszczyłeś mu karierę.
- Niechcący… - wyszeptał człowiek.
- No jasne, - przytaknął Kronikarz. – Szczerze mówiąc, chłopak nienawidził tej gry na skrzypcach od dziecka. Po waszej bójce został zajął się sztukami walki, żeby umieć się bronić, a po latach został mistrzem świata. Kontynuujemy?
Człowiek skinął głową.
- Uwiodłeś dziewczynę. Zaszła z tobą w ciążę, a ty uciekłeś. To było dobre czy złe?
- Ale…
- Urodził się chłopczyk. Został chirurgiem i uratował życie setek ludzi. Dobrze czy źle?
- Chyba dobrze…
- Wśród uratowanych osób był zabójca-psychopata. Dobrze czy źle?
- Przecież…
- Ten zabójca wkrótce udusi kobietę, która mogła zostać matką wielkiego naukowca. Dobrze? Źle?
- Ja…
- Naukowiec, gdyby się urodził, skonstruowałby bombę, mogącą unicestwić połowę kontynentu. Źle? Czy dobrze?
- Ale ja przecież nie mogłem tego wiedzieć! – krzyknął człowiek.
- No jasne, - przytaknął Kronikarz. – Albo tutaj, strona 272, - nadepnąłeś na motylka!
- I co z tego?
Kronikarz w milczeniu przewrócił kilka kartek i pokazał człowiekowi zapisaną stronę. Człowiek przeczytał i włosy stanęły mu dęba na głowie.
- Co za koszmar… - wyszeptał.
- A gdybyś nie rozdeptał motylka, to byłoby tak, - Kronikarz wskazał kolejną stronę.
Człowiek spojrzał i zamarł.
- Wygląda na to, że uratowałem świat?
- Tak. Cztery razy, - powiedział Kronikarz. – Kiedy nadepnąłeś na motyla, kiedy popchnąłeś staruszka, kiedy zdradziłeś przyjaciela i kiedy ukradłeś babci portmonetkę. Za każdym razem zapobiegłeś katastrofie, ocaliłeś miliony ludzi.
- A… - człowiek zaczął się jąkać. – A do tej katastrofy to ja też się przyłożyłem…?
- Tak, ty, bez wątpienia. Dwa razy. Kiedy nakarmiłeś głodnego kociaka i kiedy uratowałeś tonącą kobietę.
Pod człowiekiem ugięły się nogi.
- Nic nie rozumiem, - powiedział kompletnie zbity z tropu. – Wszystko, co zrobiłem w życiu… wszystko, z czego byłem dumny i czego się wstydziłem… wszystko odwrotnie, do góry nogami, na lewą stronę… nic nie jest tym, czym się wydaje…
- Dlatego właśnie nie możemy w żaden sposób sądzić cię według czynów, - powiedział Kronikarz. – Tylko według intencji… ale w tym zakresie sam sobie jesteś sędzią.
Kronikarz zamknął księgę i odstawił ją na regał, między inne księgi.
- Więc jak się zdecydujesz, dokąd iść, to wejdziesz w te drzwi, które wybierzesz. A ja muszę już iść, mam masę pracy.
Człowiek podniósł głowę i spojrzał na Kronikarza.
- Ale ja nie wiem które drzwi są do piekła, a które do raju.
- A to już zależy od tego, co wybierzesz. – odpowiedział Kronikarz.

Piotr Bormor. Przekład I.Z.
 

 
1. Kiedyś wszyscy mieszkańcy wsi
postanowili pomodlić się o deszcz.
W dniu modlitwy wszyscy się zebrali, ale tylko jeden chłopiec przyszedł z parasolem.
To jest wiara.
2. Gdy podrzucasz dzieci do góry, one się śmieją bo wiedzą, że je złapiesz. To jest zaufanie.
3. Co wieczór kładziemy się spać bez żadnej pewności, że rano obudzimy się żywi, ale mimo to nastawiamy budziki. To jest nadzieja.
4. Mamy wielkie plany na jutro choć nic nie wiemy o przyszłości. To jest pewność.
5. Widzimy jak świat cierpi, a mimo to żenimy się i mamy dzieci. To jest miłość.
6. Na koszulce starszej kobiety było napisane "Mam 80 lat; jestem słodką szesnastką z 64-letnim doświadczeniem." To jest właściwe podejście.

Miłego dnia! Przeżyjcie swoje życie jak te sześć opowiadań. I pamiętajcie - dobrzy przyjaciele są rzadkimi perłami życia, trudno je znaleźć, nie da się ich zastąpić!!
 

 
Kiedyś byłem inny. Może bardziej wrażliwy, może naiwny? Może jakoś. Dziś potrafię wiele przyjmować na chłodno. Przestałem przejmować się tym, co pomyślą o mnie inni. Jaką wystawia mi ocenę (w skali 0-10). Czy zaakceptują moje wizje, poglądy, mój świat. Czy będą wybuchać jak bomby śmiechem, drwić i wytykać. Kiedyś byłem tchórzem, chociaż może próbowałem walczyć, wchodzić w dupę, podlizywać się. Starałem się, chciałem się dopasować do ludzi. Wtopić w całość. Być częścią. Dziś nie zmuszam się do niczego. Innych także nie zmuszam do siebie. Mamy równe serca i równe szanse. Możemy się lubić, możemy się wzmacniać. A jeśli komuś nie podoba się moje towarzystwo - droga wolna. A jeśli mi nie przypadnie do gustu ktoś (albo podpadnie), to wychodzę. Nie rozczulam się. Nie tupię nogami, nie walę pięściami w podłogę, nie zalewam się. Łzami.
Zrozumiałem, że siłą nikogo nie zatrzymam. Siłą nikogo nie przekonam do siebie. Na siłę nikt mnie nie polubi. Na siłę nikogo nie pokocham.
Zaakceptowałem, że ludzie bywają wybredni i (wredni). Przestałem przejmować się tym, że wytykają mnie palcami. Wyzwoliłem się spod pręgierza opinii, odszedłem od sądów zbiorowych i indywidualnych. Teraz ja wybieram. Takich, z którymi czuję się dobrze. Przy których mogę być sobą. Przy których się nie boję.
Dziś żyje mi się łatwiej i lepiej. Zrozumienie i akceptacja - to moje szczęście.

Kaja Kowalewska
 

 
Nigdy nie tłumacz się słysząc fałszywe oskarżenia...
Cokolwiek byś nie powiedział, w oczach tych, którzy je snują i tak jesteś winny, więc nie ma sensu się stresować..
Odwróć się do nich dupą, życz im miłego dnia i odejdź.
Uwierz mi nic nie wkurzy ich bardziej niż twoja obojętność i szeroki uśmiech...

~ N
 

 
"W końcu. Udało się. Dojrzała. Zaczęła walczyć o swoje marzenia. Zobojętniała na ludzi, którzy na nią nie zasługują. Zaczęła więcej się uśmiechać. Mówiła odważnie. Pozwoliła sobie na błędy. Wykorzeniła niepewność siebie i stagnację. Poświęciła się temu co kocha. Wybrała siebie. Bezapelacyjnie i na zawsze."
 

 
"Lotniska i dworce widziały więcej szczerych pocałunków, niż kościelne ołtarze. A ściany szpitali słyszały więcej prawdziwych modlitw, niż ściany kościołów."
 

 


Biorąc mnie wiedz, że mam długą listę grzechów. Jednocześnie wybierasz między dżumą, a cholerą.

Między diabłem, a aniołem.

Między kimś kto kocha na zabój, zarazem tak samo nienawidzi. W oczach najczarniejszy demon, zaś w duszy perła. Nigdy nie wiesz, którą osobowość poznasz patrząc na mnie.

Wiem jedno, w każdej się zakochasz. / Pan M.

 

 
W miarę upływu czasu ludzie coraz bardziej tęsknią za głębią.

Kiedy masz 20-kilka, 30-kilka lat pojawia się strach. Bo już ładnych parę razy było się kopniętym w dupę. Boisz się, że kiedy się przed kimś obnażysz, kiedy pokażesz wszystko albo bardzo dużo, najwrażliwsze miejsca, to ktoś będzie mógł to wykorzystać. Boisz się, gdy masz przed sobą kogoś, kto widzi więcej, kto podchodzi za blisko i jest w stanie sprawić, że czujesz się nago i bezbronnie.
Czyli trzeba spierdalać.

A z drugiej strony, otaczają cię ludzie, którzy nie potrafią przebić się przez twoje warstwy. Nie potrafią. Nie chcą. Więc wasze kontakty są lekkie, miłe, przyjemne, BEZPIECZNE, ale powierzchowne i nudne. Takie kikuty prawdziwej konwersacji.

To domena całej generacji dzisiejszych dwudziesto i trzydziestokilkulatków. Patrzeć, ale nie widzieć, słuchać, ale nie słyszeć. Rozumieć, ale nie czuć. Pojawia się, więc, deficyt bliskości. Deficyt prawdziwej czułości. Kobiety marzą i rozpaczliwie tęsknią za miłością. Ale mężczyźni zdradzili je dla ciuchów, konsol i starych modeli BMW.

I później ludzie budzą się o trzeciej rano, skręcani bólem w środku, który nie wiadomo skąd się bierze, i marzą o prawdziwym uczuciu, nie dając mu rzecz jasna żadnej szansy.

Piotr C. - pokolenieikea.com
@Pokolenie Ikea by Piotr C.
 

 
Czasami jeszcze chciałbym oddychać
w objęciach twoich ramion
i w pościeli układać ciało
by później smakować cię
z każdym wyrzutem sumienia
bo nic co ludzkie nie jest mi obce

wiem że bywam chujem, skurwielem
poetą, kochankiem, nikim

ale komplikowanie życia mnie nakręca
jakby samo w sobie nie było wystarczająco

dlatego będę wchodzić w ciebie powoli
tak by umowa między nami była czytelna
a wina nigdy nie zabrakło

o głowę dbać trzeba (nie)szczególnie

Czas - Nieistnienia /Damian Sawa/
 

 
"Nie zadzwoniła. Chociaż czekałem noc i dzień. I to milczenie potrafi uderzyć mnie bardziej niż jakiekolwiek słowa"


D.Sawa
 

 
Nie musisz

Zgadzać się z innymi. Kończyć nudnej książki. Trwać w toksycznej relacji. Szukać związku na siłę. Milczeć, gdy chcesz zabrać głos. Robić zakupów by zapełnić pustkę. Palić by się odprężyć. Nic nie robić na wakacjach. Odsypiać do późna w weekend. Pracować nocami. Mieszkać w Polsce. Tolerować fochów koleżanki z pracy. Uczestniczyć w pustych rozmowach. Czcić ojca swego i matki swojej.

Nie musisz.

Być miłym dla chamów. Wchodzić w dyskusje z hejterami. Szukać miłości by się pokochać. Polegać na tych, co i tak zawiodą. Dawać licząc, że kiedyś oddadzą. Męczyć się w jednostronnych relacjach. Doradzać po godzinach pracy. Motywować leni na siłę. Czekać, aż ktoś się zmieni. Poświęcać się kosztem siebie. Osiągać wyżyny by się zaakceptować. Liczyć na łut szczęścia. Uciekać od życia w złe zachowania.

Bo gdy zrozumiesz, że tego wszystkiego nie musisz, zrobisz miejsce na to, co chcesz.

Potem będzie, czy możesz.

I gdy okaże się, że chcesz i możesz, to wtedy to zrobisz. Czcić ojca swego i matki swojej.

Ściskam
Mateusz Grzesiak
 

 
Kilkanaście lat temu myślałaś że świat się skończy. Przestałem wtedy pisać romantyczne listy. I pieprzyć się w metaforach słowach. Przestałem.

W ogóle nie rozmawialiśmy.
I miałaś poczucie że świat już nie ma sensu.
Spakowałaś najpotrzebniejsze rzeczy i uciekałaś.
I nikt już nikogo nie szukał.
Czasami tylko zdarzało się wracać myślami.
Bo głowa to najbardziej niebezpieczne z miejsc na tym świecie.

Damian Sawa
 

 
To, do czego dążyliśmy wytrwale oboje, okazało się ponad nasze siły. Ponieśliśmy klęskę. Do czego jednak dążyliśmy? Zapomniałem. Gwałtownie starałem się odnaleźć w sobie zdrobnienia - cały ten słownik, którym żyliśmy kiedyś. Mimo wysiłkówi naprawdę szczerej woli nie potrafiłem jednak odnaleźć niczego. - Stanisław Stanuch "Portret z pamięci"
 

 
Lubiłem jej spokój i umiejętność cieszenia się każdą chwilą życia, lubiłem patrzeć, gdy nagle podnosiła głowę, mrużyła oczy, wpadała w zamyślenie, lubiłem jej gwałtowne, niespodziewane pocałunki. Czy można jednak żyć dłużej z kimś, jeżeli jedyną treścią tego życia są chwile, wprawdzie upragnione i doskonale zapełniające czas, pozwalające zapomnieć o wszystkim złym, lecz ich trwanie jest za krótkie, aby przytłumić rosnącą w nas pustkę?
 

 
Kiedy ma się dwadzieścia lat, nie robi się kompromisów, jeśli chodzi o kobiety. Potem jest się już dojrzałym do tego, aby je robić. Ale pewnego dnia uczysz się kochać kobietę, która jest daleko stąd i żyje z innym mężczyzną, a ty jesteś szczęśliwy, że ona gdzieś tam jest, że oddycha, i nie przeszkadza ci nawet, że jest z kim innym. Po prostu dziękujesz bogu, że dał jej życie i że wolno ci o tym myśleć.
 

 
Słowa zabijają.... Gdyby ludzie wiedzieli, ile złych słów niszczy marzenia, niszczy relacje, niszczy pewność siebie, mieliby w gardle filtr. Jeśli nie jesteś w stanie wychwalać, podziwiać, chwalić, kochać ... to poprostu zamknij się.
 

 
Pewnego dnia na swojej drodze stanęły prawda i kłamstwo.
- Dzień dobry - powiedziało kłamstwo.
- Dzień dobry - odpowiedziała prawda.
- Piękny dzień - powiedziało kłamstwo.
Wtedy prawda wychyliła się, by sprawdzić, czy to prawda. Była.
- Piękny dzień - powiedziała wtedy prawda.
- Jeszcze piękniejsze jest jezioro - powiedziało kłamstwo.
Wtedy prawda spojrzała w stronę jeziora i zobaczyła, że kłamstwo mówi prawdę i kiwnęła głową. Kłamstwo podbiegło do wody i powiedziało:
- Woda jest jeszcze piękniejsza. Popływamy?
Prawda dotknęła wody palcami, a ona naprawdę była piękna i polegała na kłamstwie. Obie zdjęły ubrania i płynęły spokojnie. Chwilę później wyszło kłamstwo, ubrało się w szaty prawdy i odeszło.
Prawda, niezdolna do przebrania się w kłamstwo, zaczęła chodzić bez ubrań i ten widok wszystkich przerażał.
I tak do dnia dzisiejszego ludzie wolą, pięknie ubrane kłamstwo niż nagą prawdę.
 

 
"Pytasz o nią? Kim była? Nie żadną wypindrzoną dupą z niskim ilorazem inteligencji. To była dama. Uwodziła gadaniem i merytorycznym widzeniem świata. Miała sporą dawkę optymizmu którego zawsze się wystrzegałem. Wpajała we mnie dobro, kulturę i maniery przy stole. Uczyła gramatyki i wskazywała bezpieczną drogę.Troszkę koloryzuję? Może.
Bo widzisz, później skończyło się zwyczajnie. Tak jakby była wypindrzoną dupą a ja chujem z pierwszej lepszej łapanki"

(Miłości patykiem pisane - 2005)
 

 
  • awatar marida011: https://medikulum.blogspot.com/2020/04/bostonka.html
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Tak naprawdę o nic nie chodzi.
Tylko o to,
żeby wystarczyło Ci czasu na życie, na złamany paznokieć,
na katar sąsiada,
spacer w deszczu,
pogrzeb wróbla,
jeden telefon,
dwa jabłka,
migotanie przedsionków,
na Mozarta i Belliniego,
samotność, nadzieję.

Na więcej nie licz. Posiwiało Ci serce.
 

 
Szczerze i organicznie bolą mnie związki powstałe z desperacji lub przeciwnie – z nudy lub wygody.

Moi dziadkowie stworzyli w ten sposób małżeństwo, które szczęśliwie trwało ponad pięćdziesiąt lat – dziadek po prostu wiedział, że tam i tam mieszka taka gospodarna panna i potrzebny jest w chłop w szelkach. Poszedł, zapytał, babcia zapytała swojego brata, on aprobował, doszło do ślubu. Pięknie, ale to były totalnie inne realia – tuż po wojnie ludzie byli rozproszeni, wioski wyludnione i priorytetem było przetrwanie, wzajemna pomoc, a nie romantyczne preferencje i afekty. Teraz żyjemy w globalnej wiosce, nawet jeśli mieszka się w mniejszym mieście rozwiązania komunikacyjne są tak obszerne, że pole do popisu jest spore.

Mimo wszystko jednak wciąż widzę ludzi, którzy przy pierwszej lepszej okazji rzucają się w przypadkowe związki z ludźmi, z którymi tak naprawdę niewiele ich łączy. Rozumiem zawarte w piramidzie Maslowa potrzeby seksualne, pragnienie akceptacji, ciepła i zwykłego towarzystwa, jednak miarą człowieka jest świadome i godne zarządzanie tymi potrzebami. Wiem, jest zima, jest ciemno, przygnębiająco i chłodno i niczego nie brakuje tak bardzo jak drugiego ciała obok w pochmurne wieczory, pytam siebie jednak czy jest to powód, dla którego powinno się angażować w związek, który bez wzajemnej pewności i zrozumienia mógłby się okazać toksycznym i w rezultacie unieszczęśliwiłby obie strony.

Łatwo o tym wszystkim pisać chłodno, patrząc z dystansu, bo przecież pewnych bodźców, reakcji i uczuć nie da się zahamować albo jest to bardzo trudne, szczególnie, kiedy, jak teraz, jesteśmy podatni na korzystanie z zalet, jakie oferuje ciepło, dotyk i bliskość innej osoby. Staram się tutaj unikać moralizatorskiego tonu, bo nie mnie oceniać ludzkie motywacje i intencje, bynajmniej nie mam zamiaru być sędzią sumień. Jest mi po prostu przykro patrzeć na relacje szybkie i przypadkowe, które kończą się tak szybko jak się zaczynają i później jest tylko żal, pretensje i rozczarowanie.

Na ilość takich związków wpływa też z pewnością miażdżąca presja opinii publicznej, otoczenia – tym większej, im jest się starszym. Osobom samotnym ciąży na barkach piętno jakiejś życiowej porażki, braku powodzenia, widać ironiczne uśmiechy kiedy ktoś mówi, że jest singlem z wyboru. Odnoszę wrażenie, że żyjemy teraz w czasach, kiedy ludzie są odrobinę bardziej świadomi siebie, swojej seksualności i potrzeb emocjonalnych. Brakuje jednak pewnego nonkonformizmu nadal, dlatego bardzo często się takiemu naciskowi zewsząd ulega. Następuje wtedy bagatelizowanie własnych wyobrażeń na temat partnera, przymykanie oczu na jakieś wady, o których wiemy, że są rażące i drażnią. Oczywiście, kompromisy są ważne – związek w moim mniemaniu opiera się o akceptację, szczerość i dopasowanie, trzeba sobie jednak odpowiedzieć na pytanie, czy warto pozbawiać się aspiracji dla samej wygody i społecznej akceptacji wynikającej z bycia w związku.

Pointa jest taka: jestem wiecznym singlem, bo zastanawiam się, która z pięknych wokalistek zostanie moją żoną. A przybywają kolejne - the horror of being spoilt with choice.

- Autor nieznany
 

 
Wczoraj widziałam Pana, który siedział w autobusie, włączył sobie messangera, i sprawdzał czy nie ma nowych wiadomości, nie miał. Tak jak i on, ja też tak robię, i wiele ludzi czeka na wiadomości które nie nadchodzą. Więc zaczął przewijać facebooka, tyle ludzi obok, niby wszystko mamy, ale nie mamy z kim naprawdę pogadać. Na co nam tysiące znajomych, których mijamy, a jedyne co nas łączy to puste hej na ulicy rzucone od niechcenia, łączyła nas szkoła, praca, czy po prostu poznali nas inni znajomi, być może mamy ich w znajomych, żeby o nich pamiętać, bo wspomnienia, i po prostu sprawdzić co robią, bo sami nam nie powiedzą, a my im, bo nie spytają, a my nie odpowiemy, bo tak naprawdę nie rozmawiamy, nie próbujemy rozmawiać, a może nie chcemy? Boimy się? Narzucać? A co z tego! Życie jest jedno, naprawdę, a my je marnujemy taka jest prawda. Bo nie wiesz kiedy umrzesz, a możesz każdego dnia, więc obudź się i wyjdź z tego marazmu, żyj, ciesz się, popełniaj błędy, ucz się, zdobądź to co chcesz, życie jest jedno, nie mamy trzech, to nie jest gra, telefonu po śmierci nie użyjemy. I co z tego, że był nasz? Puste pudełko.

- skydelan
 

 
Jeszcze wczoraj myślałam,że mam czas zadzwonić,napisać, pogadać, przeprosić. Przywitać się, iść na spacer. Dzisiaj już nie odkładam. Nie planuję. Duma ustępuje miejsca życzliwości. Poznałam smak gorącej kawy, usłyszałam głos jeszcze niedawno niewidzialnego dla mnie sąsiada. Przeczytałam książkę od dawna czekającą na swój czas. Musimy przewartościować coś bardzo ważnego, swoje życie...

— Natalia Belcik
 

 
Nawet jeśli pewnego dnia przyjdzie zniknąć, bo życie w
znacznym stopniu jest nieobecnością. Potrafię łączyć
głowę i kutasa. Potrafię rozmawiać pięknie, dojrzale,
estetycznie. A jeśli nadarzy się sposobność pieprzyć od
rzeczy.
Mój język jest na tyle uniwersalny, że nauczyłem się
łączyć wulgarność i lirykę.
Ekstatyczne doznania, które wywołuje głos jest dla mnie
zajebistym uniesieniem. Dlatego lubię o tym mówić. Nie
wstydzę się, nie zasłaniam jakimś tematem tabu.
W ogóle uwielbiam książki, bo likwidują poczucie winy.
Człowiek może wchodzić w postaci które zostały
zapisane przez autora.
Dzisiaj możesz być superbohaterem a jutro najbardziej
niebezpiecznym człowiekiem na świecie. Nie
wyrządzając przy tym nikomu krzywdy!