• Wpisów:1250
  • Średnio co: 2 dni
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:76 298 / 3329 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dlaczego seks stał się tabu?

- Ponieważ jest to proces alchemiczny: przekształca duchową energię, którą jest miłość w postać fizyczną. Nie jest możliwe zrozumienie seksu patrząc na niego we współczesny sposób, jak na zwykły fizyczny odruch. W rzeczywistości seks jest czymś więcej . Tymczasem dźwiga na sobie cały ciężar ludzkiej cywilizacji. Za każdym razem, kiedy stajemy przed nowym doświadczeniem, sposób w jaki je odbieramy zależy od doświadczeń poprzednich - zarówno dobrych jak i złych - jak też te koncepcje, z których cywilizacja stworzyła reguły. Ton nie jest właściwe, musimy więc odświeżyć stan naszego mózgu, aby każde seksualne doświadczenie było unikalne, tak jak każde doświadczenie miłości jest jedyne w swoim rodzaju.

- Bardzo skomplikowane

- Bardzo. Ale trzeba spróbować, ponieważ prawie każdy człowiek zaczyna czuć potrzebę , aby utrzymać tę energię w ruchu. Więc pierwszą rzeczą, jaką należy zrozumieć jest ta, że energię tę tworzą dwie skrajności, które idą obok siebie ramię w ramię, w trakcie całego aktu - napięcie i odprężenie.

- Jak można ustanowić harmonię między tymi dwoma sprzecznościami?

- Jest tylko jedna droga: poprzez całkowite oddanie.

- Jak można to osiągnąć?

- Dzięki zapomnieniu o traumatycznych przeżyciach z przeszłości oraz przez orgazm. Jak go osiągnąć? W bardzo prosty sposób: nie obawiając się popełniania błędów. W rzeczywistości, co często się zdarza, zaczynamy współżycie seksualne myśląc, że wszystko może pójść nie tak. Ale nawet gdyby tak się stało, jakie to miałoby znaczenie? Należy jedynie być świadomym faktu, że trzeba dawać to co się ma najlepszego, wówczas wszystko co złe zamieni się natychmiast w dobro. Kiedyś szukanie przyjemności. Kiedy szukanie przyjemności realizowane jest przez dawanie samego siebie, ze szczerością, kiedy zmysły ciała stają się napięte jak cięciwa łuku, podczas gdy umysł staje się wolny jak wystrzelona strzała. Wtedy rozum przestaje zarządzać całym procesem, a kontrolę przejmuje serce, wykorzystując do tego wszystkie pięć zmysłów.

- Pięć zmysłów?

- Dotyku, wzroku, słuchu, zapachu i smaku - każdy z nich jest zaangażowany. Dosyć dziwne, w większości stosunków seksualnych ludzie próbuję jedynie dotykać i patrzeć. Postępując tak pomniejszają pełnię doświadczeń

- Czy każdy z partnerów powinien o tym wiedzieć?

- Jeśli jeden z partnerów oddaje się całkowicie, łamie bariery drugiego partnera jakkolwiek nie byłyby one silne - ponieważ akt dawania oznacza: "Ufam tobie". Druga osoba, która początkowo może czuć się onieśmielona niezwykłym zachowaniem partnera, ostatecznie rozbrajana jest spontanicznością takiego zachowania i odpręża się. W tej chwili prawdziwa seksualna energia może wkroczyć do gry. Ta energia nie jest tylko obecna w tych sferach, które nazywamy erogennymi. Rozprzestrzenia się przez całe ciało - od stóp do głowy. Każdy milimetr ciała lśni innym światłem, którego blask rozpoznany przez drugie ciało powoduje, że łączą się one w jedno. Wtedy staje się. Wchodzimy w pewnego rodzaju rytuał przodków, który jest szansą na przemianę. Sens wszelkich rytuałów bez względu w jakiej formie, zależy od tego czy jest się gotowym na to by wkroczyć na ścieżkę innej percepcji świata. Właśnie ta wola nadaje znaczenia rytuałowi.

- Trochę trudne do zrozumienia.

- Dużo trudniejsze jest uprawianie seksu w sposób, który przyjmowany jest za normalny w dzisiejszych czasach - jako mechaniczny akt powodujący napięcie podczas jego trwania i pustkę potem. Wszystko, co jest duchowe manifestuje swoją obecność w widoczny sposób, wszystko co jest widoczne zamienia się w energię duchową, nie sądzę aby było to zbyt trudne do zrozumienia. W końcu wszyscy rodzimy się ze świadomością posiadanego ciała i duszy. Dlaczego nie mielibyśmy pojąć, że seks składa się także z tych dwóch części?
 

 
Jeden z wielkich brazylijskich filozofów, Tim Maia, powiedział kiedyś: "Zdecydowałem się przejść na ścisłą dietę. Odstawiłem alkohol, wszelkie tłuszcze i cukier. W dwa tygodnie straciłem 14 dni"

Przez 28 lat żyłem ze wspaniałą kobietą, której nastrój stopniowo ulegał pogorszeniu i która traciła swoje poczucie humoru, z powodu przybrania na wadze o kilka kilogramów. Zastanawiam się, czy trochę nie przesadzamy. Jedna rzecz to otyłość, inna to próba zatrzymania czasu i naturalne przemiany w organizmie.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w każdej chwili pojawiają się nowe metody odchudzania: jedzenie kalorii, potem unikanie kalorii, bezmyślna konsumpcja tłuszczy, a następnie unikanie ich za wszelką cenę. Od strony farmacji jesteśmy w widoczny sposób atakowani przez różnego rodzaju cudowne środki, których efektem jest zmniejszenie łaknienia, pozbycie się tkanki tłuszczowej, brzucha i tak dalej.

Przetrwaliśmy całe tysiąclecia, gdyż mogliśmy jeść. Teraz jedzenie wydaje się być przekleństwem. Dlaczego? Co sprawia, że w wieku czterdziestu lat próbujemy zachować to samo ciało, jakie mieliśmy w młodości? Czy kiedykolwiek będzie możliwe zatrzymanie upływu czasu?

Oczywiście, że nie. Dlaczego więc chcemy mieć smukłe sylwetki?
Nie chcemy. Kupujemy książki, odwiedzamy sale gimnastyczne, poświęcając bardzo dużą uwagę na próby zatrzymania czasu, podczas gdy powinniśmy celebrować cud życia na tym świecie. Zamiast zastanawiać się jak żyć lepiej, jesteśmy owładnięci obsesją tego, jak dużo ważymy.

Zapomnijmy o tym; możemy czytać wszystkie książki, na jakie mamy ochotę, wykonywać wszelkie ćwiczenia, cierpieć wszelkie kary, jakie zdecydujemy się na siebie nałożyć, a nadal pozostaną nam do wyboru dwie rzeczy - przestać żyć lub zacząć tyć.

Oczywiste jest, że należy jeść umiarkowanie, jednak ponadto trzeba czerpać przyjemność z jedzenia. Jezus Chrystus powiedział: "Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to go czyni nieczystym."

Pewnego razu w Libańskiej restauracji z przyjacielem Irlandczykiem rozmawiałem o sałatach. Z całym szacunkiem dla wegetarian i fundamentalistów jedzenia, według mnie sałatka jest zaledwie dekoracją dania. Nie możemy bez niej żyć, jednak z drugiej strony nie powinniśmy uznawać jej za coś godnego centralnej uwagi w zakresie gastronomii. Każdego dnia gazety publikują historie młodych ludzi szukających sławy na wybiegach, umierających z powodu własnej obsesji na punkcie wagi.

Pamiętajmy, że od tysiącleci walczyliśmy o ty by uniknąć głodu. Kto powiedział, że całe swoje życie powinniśmy spędzić w smukłym ciele?

Pozwólcie, że odpowiem: wampiry duszy - ci, którzy myślą, że możliwe jest zatrzymanie biegu czasu. To nie jest możliwe. Użyjcie energii i starań, jakie poświęcacie dietom na to, by pożywić się pokarmem duszy i cieszyć się (pozwólcie, że przypomnę: umiarkowanie) przyjemnością jedzenia. W ubiegłym roku przygotowałem serię publikacji na temat grzechów głównych, obżarstwo było jednym z nich. Jednak, czym dokładnie jest obżarstwo? Obsesją.
Tym samym są diety. Tutaj spotykają się te dwie, szkodliwe dla zdrowia skrajności. Kiedy z jednej strony miliony ludzi na świecie cierpi z powodu niedożywienia, innym wmawia się, że głód jest jedyną drogą do zachowania młodości i urody.

Zamiast sztucznego spalania kalorii, powinniśmy spróbować zamienić je na energię, której potrzebujemy do walki o własne marzenia, nikomu nie udało się zachować
smukłości na długo, za sprawą jedynie diety.
Coelho
  • awatar max19747: @gość: dla Ciebie sa ogloszenia na slupie
  • awatar Gość: po huj ty to sciagasz? myslisz ze ktos czyta/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie zawsze dzieje się to, co chcemy. W niektórych momentach czujemy, że szukamy czegoś, co nie jest nam przeznaczone. Pukamy do drzwi, które się nie otwierają, na próżno oczekujemy cudu.
Na szczęście taki właśnie jest stan rzeczy – gdyby wszystko układało się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, nie mielibyśmy o czym pisać, a w naszych myślach zapanowałby chaos. Ten scenariusz jest pożywieniem dla naszych marzeń, dzięki niemu mamy energię, by  walczyć. Podobnie jak wojownicy, którzy zużywają całą swoją energię w Dobrej Walce, powinniśmy się nauczyć relaksować w niektórych momentach i wierzyć, że Wszechświat sprzyja nam w sekrecie, chociaż nie potrafimy tego pojąć.
Tak więc pozwólmy, by Dusza Świata wypełniła swoją misję. Jeśli nie możemy wspomóc tego procesu, najlepszym sposobem współpracy jest poświęcenie uwagi prostym rzeczom w życiu takim jak zachody słońca, ludzie na ulicy i czytanie książek.
A jednak w wielu przypadkach czas mija i nie dzieje się nic niezwykłego. Ale prawdziwy wojownik światła wierzy. Jak dziecko.
Wierzy w cuda i dlatego cuda się wydarzają.
Jest pewien, że jego myśli mogą zmienić jego życie i dlatego jego życie zaczyna się zmieniać.
Jest pewien, że znajdzie miłość i znajduje ją.
Czasem wojownik światła przeżywa rozczarowanie. Bywa, że czuje ból.
Słyszy wtedy komentarze w stylu: „Jesteś taki naiwny!”.
Ale wojownik wie, że warto zapłacić tę cenę. Po każdej klęsce odnosi dwa zwycięstwa.
W ciekawej, małej książeczce „Brewiarz Rycerzy Średniowiecznych” jest wiele fragmentów, które warto sobie przypomnieć w chwilach oczekiwania:
„Duchowa energia Drogi wykorzystuje sprawiedliwość i cierpliwość, by przygotować twą duszę.”
„Oto Droga Rycerza. Droga ta jest jednocześnie trudna i łatwa, skłania nas do porzucenia bezużytecznych rzeczy i nic nie znaczących przyjaźni. Dlatego na początku tak się wahamy, zanim na nią wstąpimy.”
„Oto pierwsza nauka rycerza: wymażesz wszystko, co do tej pory zapisałeś w księdze swojego życia: chaos, niepewność, kłamstwa. Na ich miejscu napiszesz słowo „odwaga”. Jeśli zaczniesz podróż od tego słowa i będziesz wierzyć w Boga, dotrzesz tam, dokąd powinieneś dotrzeć.”
Czasem nic się nie dzieje, chociaż czekamy cierpliwie, z rezygnacją i odwagą. Ale jeśli wybraliśmy tę drogę, wydaje się niemożliwe, by błogosławieństwa życia nie działały na naszą korzyść. Skłania nas to do głębokiej refleksji na temat „rezultatów”: nasze przeznaczenie manifestuje się w sposób, którego nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Jorge Luis Borges napisał wspaniałe opowiadanie na ten temat.
Opisuje w nim narodziny tygrysa, który spędził większą część swojego życia w afrykańskiej dżungli, ale w końcu został złapany i zamknięty we włoskim zoo. Od tego momentu zwierzę czuje, że jego życie nie ma sensu, pozostaje mu tylko czekać na śmierć.
Pewnego dnia poeta Dante Alighieri przechodzi obok zoo i zauważa tygrysa, który staje się inspiracją do napisania poematu „Boska Komedia”
„Walka tygrysa o przetrwanie miała sens, ponieważ znalazł się on tamtego ranka w zoo i stał się inspiracją do napisania nieśmiertelnego poematu” – mówi Borges.
My także mamy powód, podobnie jak tygrys – bardzo ważny powód, by być tu właśnie tego ranka, w tym momencie.
Tak więc – nauczcie się relaksować. I bądźcie uważni.
 

 
„Na początku naszego życia i później, kiedy jesteśmy starzy, potrzebujemy pomocy i miłości innych ludzi. Niestety w okresie naszego życia pomiędzy tymi dwoma etapami, kiedy jesteśmy silni i potrafimy o siebie zadbać, nie potrafimy docenić, jak ważne jest współczucie i miłość. Skoro na początku i pod koniec naszego życia potrzebujemy uczuć, czy nie lepiej by było, gdybyśmy dawali innym miłość i współczucie, kiedy jesteśmy silni i zaradni?”

           Oto słowa obecnego Dalajlamy. Istotnie, to bardzo ciekawe, że jesteśmy dumni z naszej emocjonalnej niezależności. Tak naprawdę potrzebujemy innych ludzi przez całe życie, ale wstydzimy się to pokazać. Wolimy płakać w ukryciu. Kiedy ktoś prosi nas o pomoc, uznajemy, że osoba ta jest słaba i nie potrafi kontrolować swoich uczuć.

           Istnieje niepisana reguła, która mówi, że „świat jest dla silnych” i „tylko najmocniejsi przetrwają”. Gdyby tak było, gatunek ludzki nie mógłby istnieć. Ludzie są gatunkiem, który musi być chroniony przez długi okres czasu (specjaliści twierdzą, że człowiek nie jest w stanie przeżyć bez pomocy innych ludzi przed ukończeniem dziewiątego roku życia, podczas gdy żyrafa osiąga dorosłość między szóstym a ósmym miesiącem życia, natomiast pszczoła staje się niezależna w ciągu pięciu minut).

Każda istota ludzka, łącznie ze mną, jest i będzie zawsze zależna od innych istot ludzkich. Jestem zależny od  przyjaciół . Jestem zależny nawet od swoich wrogów, to dzięki nim szkolę się nieustannie w używaniu miecza.

           Czasem ten ogień płonie w inną stronę, ale zawsze zadaję sobie pytanie: gdzie są inni? Czy nie odizolowałem się od nich w zbyt dużym stopniu? Jak większość zdrowych ludzi potrzebuję samotności i czasu na przemyślenia.

           Nie mogę jednak być od tego uzależniony.

           Emocjonalna niezależność prowadzi donikąd, sprawia, że otaczamy się murem i naszym jedynym celem staje się wzbudzanie podziwu u innych ludzi.

           Natomiast emocjonalna zależność jest jak ognisko, które sami rozpalamy.

           Każda relacja jest z początku trudna. Podobnie drażni nas nieprzyjemny dym z ogniska, który utrudnia oddychanie i sprawia, że łzy płyną nam po policzkach. Ale, kiedy ogień rozpali się na dobre, dym znika. Płomienie oświetlają wszystko dokoła, są źródłem ciepła i spokoju. Czasami oparzy nas gorący węgielek z ogniska, ale to właśnie sprawia, że dana relacja jest interesująca, prawda?

         „Wszyscy wiemy o popularnej w Afryce Środkowej chorobie, zwanej śpiączką. Powinniśmy pamiętać, że podobna choroba może zaatakować naszą duszę. To bardzo niebezpieczna choroba, atakuje bowiem niezauważalnie. Kiedy zauważysz, że jesteś obojętny i przebywanie z drugim człowiekiem nie sprawia ci przyjemności, miej się na baczności!

           Jedyny sposób, by obronić się przed tą chorobą to uświadomienie sobie, że dusza cierpi, bardzo cierpi, kiedy traktujemy ją powierzchownie. Dusza lubi rzeczy piękne i głębokie.”
 

 
Zdecydowałem się przeprowadzić wywiad wśród przyjaciół na temat tego jak postrzegają to, co nazywamy normalnym zachowaniem. Poniżej zamieszczam sporządzoną przez siebie listę,:

1) Wszystko, co sprawia, iż zapominamy o prawdziwej tożsamości, o naszych marzeniach, powodując, że pracujemy jedynie by produkować i reprodukować.

2) Ustalając reguły wojen (Konwencja Genewska).

3) Spędzanie lat na uniwersytecie, by następnie nie być w stanie znaleźć pracy.

4) Praca od dziewiątej rano do piątej popołudniu nad czymś, co nie sprawia nam całkowicie przyjemności, aby po 30 latach móc przejść na emeryturę.

5) Przechodzenie na emeryturę tylko po to, aby odkryć, że nie mamy już energii by cieszyć się życiem i umieranie z powodu nudy po pięciu kolejnych latach.

6) Używanie Botoxu.

7) Próby odniesienia sukcesu finansowego, w zamian za poszukiwanie szczęścia.

8) Wyśmiewanie wszystkich tych, którzy szukają szczęścia zamiast pieniędzy i nazywanie ich "ludźmi bez ambicji".

9) Porównywanie takich obiektów jak samochody, domy, ubrania oraz definiowanie życia przez pryzmat tych porównań zamiast autentycznego poszukiwania powodu, dla którego żyjemy.

10) Nie rozmawianie z nieznajomymi. Mówienie niemiłych rzeczy o innych.

11) Myślenie, że rodzice mają zawsze rację.

12) Małżeństwo, dzieci i pozostawanie razem nawet, kiedy miłość już minęła, twierdząc, że to dla dobra dzieci  (które wydają się nie słyszeć ciągłych kłótni).

12 a) Krytykowanie wszystkich, którzy starają się być odmienni.

14) Budzenie się przy wprawiającym w histerię budziku, leżącym przy łóżku.

15) Wiara w absolutnie wszystko, co jest drukowane.

16) Noszenie kawałka kolorowego materiału zawiązanego wokół szyi, bez wyraźnego powodu i nazywanie tego pompatycznie "krawatem".

17) Nie zadawanie pytań otwarcie, nawet  jeśli druga osoba wie o co chcemy spytać.

18) Uśmiechanie się nawet wtedy, gdy w rzeczywistości chce się płakać i współczucie dla tych, którzy pokazują swoje emocje.
19) Myślenie, że sztuka jest warta fortunę a każda inna jest całkowicie bezwartościowa.

20) Pogarda dla wszystkiego, co zostało łatwo zdobyte, z powodu "konieczności poświęceń" - tym samym wszystko to, co w tym dobre, także zostaje utracone.

21) Podążanie za modą, nawet  jeśli jest niedorzeczne i krępujące.

22) Przekonanie, że wszyscy sławni ludzie mają masę zaoszczędzonych pieniędzy.

23) Inwestowanie mnóstwa pieniędzy w zewnętrzne piękno, przy jednoczesnym zaniedbywaniu piękna wewnętrznego.

24) Stosowanie wszystkich możliwych sposobów, aby pokazać, że chociaż pozornie jest się normalną osobą, to w rzeczywistości góruje się nad wszystkimi innymi ludźmi.

25) W jakimkolwiek środku transportu, nigdy nie patrzeć w oczy innych pasażerów, gdyż to może zostać odebrane jako chęć uwiedzenia.

26) W windzie, patrzenie prosto przed siebie i udawanie, że jest się jedyną osobą wewnątrz, bez względu na to jak bardzo zatłoczona jest winda.

27) Powstrzymywanie się od śmiechu w restauracji, bez względu na to jak bardzo śmieszny był dowcip.

28) Na północnej półkuli, zakładanie ubrań, które są odpowiednie na daną porę roku: krótki rękawek wiosną (nawet  jeśli jest zimno) oraz wełniana marynarka jesienią (nawet jeśli jest ciepło).

29) Na południowej półkuli, dekorowanie Bożonarodzeniowej choinki watą, mimo że zima nie ma żadnego związku z narodzeniem Chrystusa.

30) W miarę starzenia się, myślenie o sobie, jako o najmądrzejszym człowieku na świecie, nawet w przypadku, gdy nie masz wystarczającego doświadczenia życiowego.

31) Chadzanie na imprezy dobroczynne i myślenie, że tym sposobem przyczynia w sposób wystarczający do położenia kresu wszystkim społecznym nierównościom na świecie.

32) Jedzenie trzy razy dziennie, nawet wtedy, gdy nie jest się głodnym.

33) Wiara, że inni są zawsze lepsi we wszystkim: lepiej wyglądają, są bardziej pomysłowi, bogatsi i bardziej inteligentni.

34) Używanie samochodu jako sposobu na poczucie się panem świata.

35) Używanie plugawego języka na drodze.

36) Myślenie, że wszystko, co robi źle twoje dziecko jest winą firmy, w której pracuje.

37) Poślubianie pierwszej osoby, która zapewni odpowiedni status społeczny. Miłość może poczekać.
38) Ciągłe mówienie "próbowałem" nawet, jeśli nie próbowało się ani przez chwilę.

39) Odkładanie robienia najbardziej interesujących rzeczy w życiu na okres, kiedy brakuje już na to sił.

40) Uciekanie przed depresją z pomocą olbrzymiej, codziennej dawki programów telewizyjnych.

41) Wiara w to, że można być pewnym wszystkiego, co się osiągnęło

42) Myślenie, że kobiety nie lubią futbolu, a mężczyźni nie lubią dekoracji wnętrz

43) Obwinianie rządu za całe zło, które się wydarza.

44) Przekonanie, że bycie dobrym, przyzwoitym i pełnym szacunku dla innych, jest jednoznaczne z byciem słabym, bezbronnym i podatnym na manipulacje.

45) Przekonanie, że agresja i nieuprzejmość wobec innych, to oznaka silnej osobowości.

46) Strach przed fibroskopią (u mężczyzn) i rodzeniem dzieci (u kobiet).

47) Myślenie, że dana religia ma wyłączność na prawdę absolutną, a wszyscy inni ludzie, mieszkańcy tej ogromnej planety, którzy wierzą w jakąkolwiek inną manifestacje Boga, skazani są na ognie piekielne.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jak libido - seksualna energia, którą odkrył Dr Freud, porównywana do płynu, którego nie było w stanie wyodrębnić nigdy żadne laboratorium, witriol wytwarzany jest przez organizm ludzki w stanie lęku.  Większość ludzi, która znalazła się w tym stanie potrafi opisać jego smak, który nie jest ani słodki, ani słony, ale gorzki - dlatego depresja jest nierozerwalnie związana ze słowem Gorycz.

Wszystkie istoty noszą Gorycz w swoim organizmie - w większym lub mniejszym stopniu - podobnie jak każdy z nas ma kontakt z zarazkami gruźlicy. Jednak  te dwie choroby atakują jedynie wtedy, gdy pacjent jest osłabiony; w przypadku Goryczy, obszar rozwoju choroby rozszerza się, gdy obawiamy się tak zwanej "rzeczywistości".

Pewni ludzie, lękając się, budują świat, w którym nie dopuszczają żadnych zewnętrznych zagrożeń, bronią się przesadnie przed otoczeniem - obcymi, nowymi miejscami, różnymi doświadczeniami - sprawiając, że przestają być chronieni od wewnątrz. Wtedy właśnie Gorycz zaczyna powodować nieodwracalne w skutkach szkody.

Najważniejszym celem Goryczy (lub witriolu, ) są pragnienia. Ludzie zaatakowani przez to zło, przestają pragnąć czegokolwiek, a po kilku latach nie są w stanie wyjść ze swojego świata - gdyż zużyli już ogromną ilość energii na budowę wysokich murów, chroniąc się w takiej rzeczywistości, jaka według nich powinna ona być.

Unikając ataków z zewnątrz, ograniczają także swój wewnętrzny wzrost. Nadal chodzą do pracy, oglądają telewizję, narzekają na korki i na dzieci, a wszystko dzieje się automatycznie, bez rozumienia, dlaczego oni zachowują się właśnie w taki sposób - bądź co bądź wszystko jest pod kontrolą.

Najbardziej fascynujące dla zgorzkniałych ludzi są postaci bohaterów i szaleńców, którzy nie martwią się tym, czy będą żyli, czy umrą. Zarówno bohaterowie i szaleńcy nie różnią się w obliczu niebezpieczeństwa, ruszając przed siebie, mimo, że wszystko mówi, by tak nie robić. Szaleńcy popełniają samobójstwa, bohaterowie ponoszą męczeńską śmierć za sprawę - jednak obaj umierają, a zgorzkniali ludzie spędzają wiele nocy i dni mówiąc o absurdalności i chwale tamtych dwóch. To jedyny moment, gdy zgorzkniała osoba ma siłę osiągnąć szczyt swoich murów obronnych i wyjrzeć nieco dalej; jednak wkrótce jej ręce i nogi męczą się, po czym wraca ona do codziennego życia.

Zgorzkniali ludzie chronicznie zauważają swoją chorobę raz w tygodniu - w niedzielne popołudnie. Ponieważ nie pracują, ani nie wykonują żadnego rutynowego zajęcia, które mogłoby złagodzić symptomy, zauważają, że dzieje się coś bardzo złego.
 

 
“Hitler przegrał wojnę na polu walki, jednak wygrał coś innego"  - powiedziała M. Halter. - "W dwudziestym wieku ludzie stworzyli obozy koncentracyjne, ponownie zaczęli stosować tortury i pokazali wszystkim sobie współczesnym, że istnieje przyzwolenie na nieszczęście innych.”


Być może Halter ma rację. Widzimy bezdomne dzieci, niewinnych ludzi w więzieniach, samotnych starców, pijaków w rynsztokach, szaleńców u władzy.

Z drugiej jednak strony być może nie ma racji w ogóle. Wojownicy Światła istnieją i nigdy nie zaakceptują tego, czego zaakceptować nie wolno.

Najważniejsze słowa w każdym języku są krótkie. Na przykład słowa: tak, miłość, Bóg. Słowa te są łatwe do wymówienia i wypełniają puste miejsca w naszym świecie.

Jednak,  istnieje też pewne słowo - również krótkie - które jest trudne do wymówienia. Tym słowem jest słowo "nie".

Postrzegamy samych siebie jako ludzi szczodrych, wyrozumiałych i uprzejmych. Natomiast słowo "nie" uważane jest za obraźliwe, egoistyczne, całkowicie bezduszne.
Musimy być tu ostrożni. Są chwile, gdy mówimy "tak" do innych, mówiąc jednocześnie "nie" do samych siebie.

Wszyscy wielcy ludzie na całym świecie, byli skłonni mówić głośne "NIE", zamiast "tak", odnosząc się do wszystkiego, co nie pasowało do ich ideału piękna i stawało na drodze rozwoju.

Wojownicy Światła rozpoznają się nawzajem po prostu po wyglądzie. Żyją w świecie, są częścią świata i są w świat posłani bez prowiantu i sandałów. Często są tchórzami. Nie zawsze działają odpowiednio.

Wojownicy Światła cierpią z błahych powodów, są małostkowi, czują się niezdolni do wzrastania.

Czasami Wojownicy Światła czują się niegodni jakiegokolwiek błogosławieństwa lub cudu.
Wojownicy Światła często pytają co tutaj robią. Wiele razy odnoszą wrażenie, że ich życie nie ma znaczenia.

Dlatego są Wojownikami Światłą. Ponieważ popełniają błędy. Ponieważ pytają. Ponieważ szukają sensu. Jednak ponad wszystko dlatego, że potrafią powiedzieć "nie", kiedy stają przed czymś, czego nie mogą zaakceptować.

Często możemy być nazywani nietolerancyjnymi, jednak ważne jest, aby się otworzyć i walczyć przeciw wszystkiemu, co uważamy za niesprawiedliwe lub okrutne. Nikt nie może powiedzieć, że po tym wszystkim, co zostało powiedziane i zrobione, mogłoby powtórzyć się to, co zrobił Hitler, z powodu niezdolności ludzi do oporu. Aby wzmocnić tę walkę, nie zapominajmy słów Johna Bunyan, autora książki pt."Wędrówki pielgrzyma", należącej do klasyki literatury:

"Z wszystkiego, co przecierpiałem, nie żałuję problemów jakim przyszło mi stawić czoła - gdyż poniosły mnie one tam, dokąd dotarłem. Teraz, gdy jestem bliski śmierci, jedyne co posiadam, to ten miecz, który wręczam każdemu, kto chce przejść własną pielgrzymkę.
Zabieram ze sobą wszystkie znamiona i blizny wyniesione z moich bitew - są one świadkami tego, przez co przeszedłem i zapłatą za to, co zdobyłem. Są to te pielęgnowane znamiona i blizny, które otworzą mi wrota Niebios.

To był czas, kiedy zawsze słyszałem opowieści o bohaterstwie. To był czas, kiedy żyłem tylko dlatego, że chciałem żyć. Teraz żyję ponieważ jestem wojownikiem i dlatego, że pewnego dnia chcę przebywać w towarzystwie Tego w którego imieniu tak zaciekle walczyłem."

Blizny są  konieczne, kiedy walczymy przeciw bezwzględnemu złu lub kiedy musimy powiedzieć "nie" wszystkim tym, którzy czasami w najlepszych intencjach, starają się stanąć na drodze do naszych marzeń.

P. Coelho  Wojownik Swiatla
 

 
Sprawdziłem w Internecie i zgadnijcie co znalazłem. Istnieje wiele grup dyskusyjnych na ten temat! Innymi słowy, w dzisiejszych czasach kobiety szukają powodów dla jakich powinny zakochać się w płci przeciwnej. Jako mężczyzna, który zgadza się z częścią z tych przesłanek, przygotowałem listę opartą o to, co one mówią:

Kochamy mężczyzn, gdyż nie potrafią udawać orgazmu, nawet jeśli by chcieli.
Gdyż nigdy nie będą w stanie nas zrozumieć, nawet jeśli by próbowali.
Gdyż wciąż są w stanie dostrzegać nasze piękno, nawet jeśli my same w to już nie wierzymy.
Gdyż rozumieją równania, politykę, matematykę i ekonomię, a nie rozumieją kobiecego serca.
Gdyż są kochankami, którzy spoczywają dopiero wtedy, gdy my doznałyśmy (lub udawałyśmy, że doznałyśmy) przyjemności.
Gdyż są w stanie wynieść sport do rangi graniczącej z religią.
Gdyż nigdy nie boją się ciemności.
Gdyż wytrwale realizują zadania, które są poza ich zasięgiem i poświęcają się temu z takim samym entuzjazmem jak młodociani chłopcy i frustrują się, gdy nie odnoszą sukcesu.
Gdyż są jak owoce granatu: większości z nich nie jesteśmy w stanie strawić, jednak te pestki są pyszne.
Gdyż nigdy nie mówią, co może myśleć sąsiad.
Gdyż zawsze wiemy o czym oni myślą, a kiedy otwierają usta, mówią dokładnie to, co my wyobrażałyśmy sobie, że oni powiedzą.
Gdyż oni nigdy nie marzyli o torturowaniu samych siebie noszeniem wysokich obcasów.
Gdyż uwielbiają poznawać nasze ciało i zdobywać duszę.
Gdyż 14 - letnia dziewczyna może sprawić, że oniemieją, a 25 - letnia kobieta jest w stanie bez wysiłku ich oswoić.
Gdyż zawsze przyciągają ich skrajności: bogacze lub asceci, wojownicy lub mnisi, artyści lub generałowie.
Gdyż robią absolutnie wszystko, co możliwe, aby ukryć swoją słabość.
Gdyż największą obawą mężczyzny jest to, że mógłby przestać nim być (nigdy nie przejdzie przez głowę kobiecie, że mogłaby przestać być kobietą).
Gdyż zawsze jedzą wszystko z talerza i nie mają z tego powodu wyrzutów sumienia.
Gdyż czerpią dużą przyjemność z kompletnie nieinteresujących spraw, takich jak wydarzenia w pracy lub różnice między samochodami.
Gdyż mają ramiona, na których możemy oprzeć swoje głowy i spać bez większego problemu.
Gdyż są pogodzeni z własnym ciałem, z wyjątkiem małych nieistotnych rzeczy, jak łysienie i tycie.
Gdyż są niezwykle odważni w obliczu owadów.
Gdyż nigdy nie kłamią w kwestii swojego wieku.
Gdyż mimo tego, co próbują zademonstrować, nie potrafią żyć bez kobiety.
Gdyż kiedy mówimy do jednego z nich: "Kocham cię", proszą abyśmy wyjaśniły dokładnie w jaki sposób.

Pewna czytelniczka  Kristen utrzymuje, że nie wiemy absolutnie niczego o naturze kobiet i przesłała nam następujący list:

1 - My kobiety jesteśmy urodzonymi detektywami. W naszych oczach każdy mężczyzna jest podejrzany, a jego przygody zostaną zawsze odkryte - to tylko kwestia czasu.
2 - Nawet jeśli nie jesteśmy w tobie zakochane, wyrażenie "Kocham cię" jest balsamem dla naszych dusz. A jeśli tego nie powiesz, zwrócimy na to uwagę i posmutniejemy.
3 - Podobnie z wyrażeniem "jesteś piękna". Wystarczy mniej niż dwie sekundy, aby wypowiedzieć. te dwa magiczne słowa, a nasz koszmar zmienia się w bajkę.
4 - Jeśli pytamy jakie rzeczy powinnyśmy ubrać, nie złość się, jeśli założymy dokładnie coś przeciwnego od tego, co ty wybrałeś - to część naszej natury.
5 - Na przyjęciu, jesteśmy w stanie przeczesać całą salę krócej niż w minutę, aby znaleźć to, co nas interesuje. Uważaj.
6 - Myślimy o seksie z taką samą intensywnością jak mężczyźni - a może nawet częściej. Jedyna różnica polega na tym, że tego nie pokazujemy.
7 - Jeśli nie zaakceptujemy natychmiast zaproszenia na obiad lub pierwszą randkę, nie martw się - potrzebujemy kilku dni, aby zrzucić parę niepotrzebnych kilogramów, które według nas rujnują nam życie.
8 - Kobiety zawsze pamiętają wszystko. Kiedy zapytasz, gdzie się spotkaliśmy, żadna z nas nie odpowie: "na przyjęciu". Powiemy: "to był wtorek,  tuż po obiedzie, podczas którego serwowano sałatkę i rosół z kurczaka, a ty miałeś założony czarny blezer i markowe buty i tak dalej.
9 - Bez względu na to, jak wiele miłości jesteśmy w stanie ofiarować, istnieje siedem dni kiedy chcemy być daleko od wszystkiego i wszystkich. Masz dwie możliwości: przywiązać się sam do latarni i czekać do chwili, kiedy sztorm ucichnie lub iść do najbliższego jubilera kupić prezent. Zalecamy opcję drugą.
10 - Mamy taką samą umiejętność racjonalnego myślenia, jak mężczyźni. Jednak nie mamy potrzeby, by jawnie to okazywać, w innym wypadku czułbyś się niepewnie. Kobiety, które tak czynią, kończą w samotności.
11 - Uwielbiamy wszelkiego rodzaju owłosienie na męskim ciele, chociaż depilacja woskiem jest naszą ulubioną torturą.
12 - Nie znosimy kochać się, kiedy nie czujemy takiej potrzeby, jednak robimy to mimo to, a ty nigdy nie będziesz w stanie zauważyć różnicy.
13 - Baw się z naszymi dziećmi i domowymi zwierzętami, a my będziemy bawiły się z tobą. Ignoruj je, a my będziemy ignorowały ciebie.
14 - Kobiety są wyposażone w widzenie rentgenowskie. Potrafimy patrzeć w twarde, ciemne oczy i odkrywać dziecko ukryte za nimi. Potrafimy gapić się w anielsko - błękitne oczy i odkrywać demona, który tam kłamie. Wiemy kiedy mężczyźni udają, że śpią z powodu zmęczenia lub - co bardziej oczywiste - kiedy udają, że nie sypiają z kimś innym.
15 - Nie wszystkie kobiety pragną małżeństwa i dzieci. Wiele z nas pragnie mieć jakieś zwierzątko i osiągać orgazm.
16 - Jeśli delikatność jest autentyczna, potrafi stopić nasze stwardniałe serca.
17 - Jeśli mamy jakieś problemy do przedyskutowania z tobą, nie próbuj szukać ich rozwiązania, my już je mamy. To tylko pretekst, by ustrzec związek przed nudą.
  • awatar Cassius: a my nie szukamy powodów by kochać was? Chyba nie tylko my mamy powód czuć się gorzej z tego tytułu
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zaspał. Nie słyszał pierwszych dzwonów. Poprzedniego dnia znowu długo w noc pracował. Przepisywał teksty ze "Summy" św. Tomasza. W nocnej ciszy dochodziło do niego nawoływanie strażników i wybijane kolejno godziny na wieży ratuszowej. Lubił pracować nocą. Zresztą to była dla niego jedyna możliwość. W ciągu dnia, zwłaszcza po południu i wieczorami, wciąż był zajęty jakimiś sprawami ludzkimi, których nie mógł zaniedbywać. Wciąż zachodzili studenci do jego mieszkanka znajdującego się na parterze w gmachu uniwersytetu. Zdecydował się na nie świadomie: było małe i niewygodne, ciemne, ale bardzo poręczne dla wszystkich, którzy potrzebowali pomocy. Wśród studentów zgłaszających się do niego z jakimiś dla nich mniej lub więcej ważnymi sprawami, byli tak jego słuchacze, jak i całkiem mu obcy, byli ludzie z Krakowa, z Warszawy, z Gdańska, jak również cudzoziemcy. Sławna teraz wielkimi nazwiskami profesorów Alma Mater Jagiellonica ściągała młodzież nie tylko krajową, ale i z innych państw: z Czechosłowacji, z Węgier, z księstw Bawarii, Saksonii. Wśród tych rzesz młodych ludzi zdarzali się bogaci, w większości jednak byli to biedni chłopcy. Trafiali się wagabundzi, większość jednak prawdziwie szukała wiedzy. Tak jedni jak i drudzy wymagali opieki, troski, zainteresowania. Stąd musiał bez przerwy radzić, kierować, pouczać, pomagać: wciąż coś załatwiać, pośredniczyć, gwarantować, zaświadczać, nawet i stancje wyszukiwać, pieniądze pożyczać jak i dawać. Ale na koniec był przecież profesorem: musiał się przygotowywać do wykładów. Miał taki swój system wypracowany od lat: przepisywał teksty wielkich teologów. To pomagało mu koncentrować się nad treścią w tych pismach zawartą, a poza tym była i korzyść dodatkowa: mógł potem tych tekstów użyczać - służyć nimi tym, którzy inaczej nie mieliby do nich dostępu.

Zaspał. Dopiero drugie dzwony wyrwały go ze snu. Odziewał się szybko, żeby przyjść na czas do kościoła. Już od lat długich odprawiał Mszę świętą w kościele Św. Anny o szóstej godzinie, a tak proboszcz jak i kościelny nie lubili, jak się księża spóźniali. Gdy wychodził ze swojego mieszkania, zaczęła już dzwonić sygnaturka. Poderwała go do pośpiechu. "Jeszcze tylko pięć minut do rozpoczęcia Mszy świętej". Ulica tonęła w gęstej mgle. Panowała przytłumiona cisza. Nie dochodziły żadne głosy ludzkie, żaden hałas. "Tak to bywa często w Krakowie o tej porze roku, późną jesienią". Ciągnęło zimnym, mokrym powietrzem. "Nie bez powodu mówią przybysze, że tu, w Krakowie, wilgoć w kości wchodzi". On sam był tego dowodem. I jego łamało w taki czas w kościach. Okrył się szczelniej grubą peleryną. Szron w nocy pobielił blanki murów, bruk ulicy. Mróz ściął kałuże. Trzeba było uważać, żeby się nie poślizgnąć. I wtedy usłyszał krótki, urwany okrzyk, a potem trzask rozbijanego naczynia i głuchy stuk upadającego ciała. Zaraz potem wybuchnął płacz. Płacz dziecka. "Coś się stało". Wstrząsnął się przerażony. "Ale o tej wczesnej porze dziecko?" Musiało być ono tuż, w pobliżu, jednak gęsta mgła szczelną zasłoną zamykała pole widzenia. Jeszcze kilka kroków. Najpierw zobaczył dużą białą plamę i skorupy rozbitego dzbana, potem obok klęczącą dziewczynkę, która płakała. Dokładnie na skrzyżowaniu ulicy Jagiellońskiej z ulicą św. Anny. Jeszcze spojrzał na dziewczynkę. Teraz domyślił się wszystkiego. Bardzo młoda, ale już nie dziecko. Biednie ubrana. "Tak, jest gdzieś na służbie i chyba niosła mleko od wieśniaków z pobliskiej Krowodrzy, może z przeciwległego Zwierzyńca, spieszyła się, nie spostrzegła lodu, poślizgnęła się, upadła, stłukła dzban z mlekiem. Płacze, bo ją spotka awantura w domu". Znowu go zaatakowała myśl, że już późno, że powinien iść i to jak najszybciej, bo się spóźni na Mszę świętą. Ale przystanął. Jakoś nie mógł tak po prostu przejść. Nie mógł nie okazać współczucia. Nie wiedział, jak ma to uczynić. Nawet w pierwszej chwili chciał sięgnąć do kieszeni, żeby dać dziewczynie pieniądze na dzban i na mleko, ale się wstrzymał, bo rozumiał, że nie o to chodzi. "I cóż z tego, że ona przyniesie państwu, u których służy, pieniądze, i tak zostanie obrugana, że jest niezdara, bo rozbiła dzban, wylała mleko, a przy tym dodatkowo, że jest żebraczka, że wyżebrała u jakiegoś nieznajomego pieniądze". Nachylił się, przyklęknął. Szloch jakby przycichł. Dziewczynka spostrzegła, że nie jest sama. Patrzył na plamę mleka. Czuł się zupełnie bezradny i był przekonany, że każde słowo jest tutaj zbędne, niepotrzebne, byłoby wprost nietaktem. I tak prawie odruchowo, jak to zawsze czynił w rozmaitych trudnych sytuacjach, zaczął się modlić do Boga, by jakoś zaradził na swój Boży sposób, na jaki - to On sam tylko dobrze wie. Wciąż wpatrzony w nieszczęsną plamę mleka zaczął mimo woli, odruchowo zgarniać skorupy, jakby chciał je skleić na powrót. Ale myśl, że już nie zdąży punktualnie wyjść ze Mszą świętą, poderwała go w sposób ostateczny. Pełen jakiegoś wewnętrznego zawstydzenia, że nie jest w stanie przyjść z pomocą, a także, że nie może już dłużej towarzyszyć dziewczynie w tym nieszczęściu i odchodzi do jakichś swoich obowiązków, podniósł się i prawie na wpół biegnąc oddalił się w stronę kościoła. Dziewczynka zauważyła ten jego gwałtowny ruch. Oderwała ręce od oczu i popatrzyła za nieznajomym księdzem, którego współczucie wyczuła, a który teraz z rozwianą peleryną pędził do kościoła. Potem znowu skierowała wzrok na powód swojego płaczu. I wtedy pełna bezbrzeżnego zdziwienia zobaczyła, że na jezdni stoi dzbanek. Jej dzbanek pełen mleka. Jeszcze nie dowierzając własnym oczom wzięła go w ręce, przytuliła do siebie. Tak, to był prawdziwy jej dzbanek. Nie zastanawiając się, jak to się mogło stać, podniosła się i pobiegła w stronę domu.

Jeżeli to nawet nie jest prawda, tylko legenda, to jakiż musiał być to święty, jak bardzo wrażliwy na ludzką biedę, skoro przypisano mu cud wręcz nieprawdopodobny. Bo któryż ze świętych zrobił cud tak bardzo bez powodu jak on: święty Jan Kanty.
 

 
Zegar nad informacją na Stacji Centralnej w Nowym Jorku pokazywał godzinę za sześć szóstą. Wysoki, młody oficer uniósł swoją opaloną twarz i zmrużył oczy, aby sprawdzić dokładny czas. Serce waliło mu jak młotem, odbierając oddech. Za sześć minut zobaczy kobietę, która przez ostatnie 18 miesięcy zajmowała szczególne miejsce w jego życiu. Nigdy jej nie widział, a jednak jej słowa bezustannie dodawały mu otuchy.
Sierżant Blandford pamiętał szczególnie jeden dzień, najgorszą potyczkę, kiedy jego samolot znalazł się w środku samolotów wroga. W jednym ze swych listów przyznał się jej, że często czuje lęk. Na kilka dni przed bitwą dostał od niej odpowiedź: "Oczywiście, że się boisz... jak wszyscy odważni mężczyźni. Następnym razem, gdy zaczniesz w siebie wątpić, chcę byś wyobraził sobie mój głos mówiący: "Choć idę doliną ciemną, zła się nie ulęknę bo Ty jesteś ze mną". Przypomniał to sobie wtedy i odzyskał siły.

Teraz naprawdę miał usłyszeć jej głos. Za cztery minuty. Jakaś dziewczyna przeszła obok niego i odwrócił się za nią. Miała ze sobą kwiat, ale nie była to czerwona róża, na którą się umówili. Poza tym dziewczyna miała dopiero osiemnaście lat, a Hollis Maynel powiedziała, że ma trzydzieści. "I co z tego? odpowiedział jej. "Ja mam 32". Choć tak naprawdę miał 29.

Poszybował pamięcią do książki, którą czytał na obozie terningowym. "O więziach międzyludzkich" - brzmiał tytuł. W całej książce znajdowały się notatki pisane kobiecą ręką. Nigdy nie sądził, że jakaś kobieta potrafi zajrzeć w męskie serce tak głęboko i z takim zrozumieniem. Jej nazwisko znajdowało się na ekslibrisie: Hollis Maynel. Zajrzał do książki telefonicznej miasta Nowy Jork i znalazł jej adres. Napisał. Odpisała. Następnego dnia został zaokrętowany, ale nie przestali do siebie pisywać. Odpowiadała na jego listy przez 13 miesięcy. Pisała nawet wtedy, gdy jego listy do niej nie docierały. Żołnierz czuł, że jest w niej zakochany, a ona kochała jego.

Jednak odmawiała jego wszystkim prośbom, aby przysłać mu swoją fotografię. Wyjaśniała: "Jeśli twoje uczucia do mnie nie mają rzeczywistych podstaw, mój wygląd nie ma znaczenia. Może jestem ładna. A jeśli tak, to wykorzystasz to i będziesz chciał się zaangażować. Taki rodzaj miłości jednak mnie nie zadowala. Przypuśćmy, że jestem zwyczajna (musisz przyznać, że to bardziej prawdopodobne). Wtedy zaczęłabym podejrzewać, że nie przestajesz do mnie pisać tylko dlatego, że jesteś samotny i nie masz nikogo innego. Nie, nie proś mnie o zdjęcie. Kiedy przyjedziesz do Nowego Jorku, zobaczysz mnie, a wtedy będziesz mógł podjąć decyzję".

Minuta do szóstej. Przekartkował książkę, którą trzymał w ręce. Nagle serce sierżanta Blandforda podskoczyło. Szła ku niemu młoda kobieta. Była szczupła i wysoka. Miała długie kręcone jasne włosy. Oczy błękitne jak niezapominajki, wargi i podbródek zdradzały siłę woli. W jasnozielonym kostiumie wyglądała jak wiosna w ludzkiej postaci.

Ruszył ku niej, nie chcąc zauważyć, że ona nie ma ze sobą róży, a wtedy na jej ustach pojawił się nikły prowokujący uśmiech. "Idziesz w moją stronę żołnierzu?", wyszeptała. Zrobił jeszcze jeden krok. I wtedy zobaczył Hollis Maynel. Stała tuż za tą dziewczyną, kobieta po czterdziestce, siwiejące włosy wystawały jej spod zniszczonego kapelusza. Była tęga. Jej stopy o spuchniętych kostkach tkwiły w wydeptanych butach bez obcasów. Ale przy swoim zniszczonym płaszczu miała przypiętą czerwoną różę. Dziewczyna w zielonym kostiumie szybko odeszła.

Blandford poczuł, jakby miał rozszczepić się na dwoje. Pragnął iść za dziewczyną, równie głęboko tęsknił za kobietą, której duch towarzyszył mu i podtrzymywał w trudnych chwilach. I oto stała tu. Widział jej bladą twarz, łagodną i wrażliwą, szare oczy z ciepłymi iskierkami.

Sierżant Blandford nie wahał się. Jego palce zacisnęły się na egzemplarzu zniszczonej książki, który miał być dla niej znakiem rozpoznawczym. Może nie będzie to miłość, ale na pewno coś szczególnego, przyjaźń, za którą był i musi być jej wdzięczny.

Wyprostował ramiona, zasalutował i wyciągnął książkę ku kobiecie, choć w środku czuł gorycz rozczarowania.
- Jestem sierżant Blandford, a pani jest panią Maynel. Bardzo się cieszę, że mogliśmy się spotkać. Czy wolno mi... czy wolno mi zabrać panią na obiad? Twarz kobiety poszerzyła się w wyrozumiałym uśmiechu.
- Synu, nie wiem o co chodzi - odezwała się - ale ta młoda dama w zielonym kostiumie prosiła, abym przypięła sobie tę różę do płaszcza. Powiedziała, że jeśli zaprosi mnie pan na obiad, to mam panu przekazać, że ona czeka w tej restauracji po drugiej stronie ulicy. Powiedziała, że był to rodzaj próby.
 

 
Żył sobie chłopiec, który bardzo cierpiał, gdyż widział wszystkie nieszczęścia i bolączki świata. Postanowił, że gdy tylko urośnie, to wszystko zmieni się na lepsze.
Chłopiec wzrastał w latach i mądrości. Stał się pełnoletni. W dalszym ciągu miał niesprawiedliwość świata przed oczami i trwał przy swoim postanowieniu. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że w swojej aktualnej sytuacji nie może wiele uczynić. Zarobił swoje pierwsze pieniądze.
Musiał jednak obiektywnie stwierdzić, że z taką ilością pieniędzy wiele w świecie nie zwojuje.
- Zdobędę najpierw mocną pozycję w pracy, a potem przystąpię do naprawy świata - podsumował ten etap swego życia.
Kiedy osiągnął i zaspokoił swoje ambicje zawodowe, musiał przyznać przed samym sobą, że sam w tej walce o sprawiedliwość nie ma większych szans.
- Muszę przygotować odpowiednie społeczne i polityczne podstawy, coś takiego, co ułatwi przebudowanie stosunków międzyludzkich - taka myśl mu teraz zaświtała. Pracował pilnie i wytrwale na różnych stanowiskach i pełnił różne funkcje. Omawiał ze swoimi przyjaciółmi na wielu konferencjach sprawy przyszłości. Szczęście mu sprzyjało, został prezesem wielkiego międzynarodowego koncernu.
Jako prezes miał teraz wielki wpływ na życie polityczne, gospodarcze i społeczne. I mimo wielu zajęć, stresowych sytuacji, nie zapomniał, że kiedyś pragnął usunąć z tego świata wszystko zło i całą niesprawiedliwość.
- Jako prezes mam prawo do oceny sytuacji tym bardziej, że z moim głosem się liczą - myślał sobie pewnego wieczoru. Popatrzył na przyjaciół. Mogli być zadowoleni z tego, co posiadali. Jeśli nawet nie zaszli tak daleko i tak wysoko jak on, to sami sobie byli winni. On pracował najwięcej. Wszystko sam sobie zawdzięcza. Jak przystało na prezesa miał teraz w swoim mniemaniu - szersze pole widzenia i głębiej sięgał problemów. W świecie nie było znowu tak wielkiego zła, jak to widział początkowo. Społeczeństwo nie było tak drapieżne i okrutne. Wobec młodych i zbuntowanych, którzy bez odpowiednich środków walczyli o lepsze jutro, wykazywał wiele zainteresowania. Musieli się jednak czymś wykazać, aby otrzymali od niego poparcie. Musieli mieć odpowiednią siłę przebicia. Śmiał się zaś szczerze, kiedy wnuczek mu opowiadał, jakie w przyszłości będzie budował domy, jak będzie leczył ludzi, jak dla wszystkich będzie wyrozumiały i dobry.
Pewnego dnia stanął ów człowiek przed Panem Bogiem, aby złożyć sprawozdanie ze swego życia. Pan Bóg polecił mu przedstawić wszystko, co w swoim życiu zrobił.

- Przez całe moje życie - rozpoczął swoje sprawozdanie - walczyłem o sprawiedliwość w świecie. Cały czas miałem przed oczyma zło i cierpienie świata, wszystkie jego nieszczęścia. Muszę przyznać, że dzięki swemu bystremu umysłowi i silnej woli zło i cierpienie prawie przestało dla mnie w świecie istnieć. Pod koniec życia prawie ich nie dostrzegałem.
- A więc w ten sposób wypełniłeś zadanie swego życia - mówił Pan Bóg cicho i poważnie. - Należy ci się nagroda za to. Będziesz tutaj żył w takim samym stanie jak na ziemi. Zamieszkasz na obłoku nr 7. Tam nie będziesz widział nic wokół siebie, będziesz miał tylko samego siebie i swoje interesy przed oczyma. I siedzi ów człowiek na obłoku nr 7 do dzisiaj.
 

 
Twój przyjaciel jest odpowiedzią na twoje potrzeby.
Jest polem, które obsiewasz z miłością i z którego zbierasz z dziękczynieniem.
Jest twoim stołem i ogniskiem domowym.
Albowiem do niego przychodzisz będąc głodnym i u niego szukasz spokoju.

Kiedy twój przyjaciel odsłania przed tobą swą duszę, nie boisz się rzec słowa "nie" we własnej duszy ani nie powstrzymujesz słowa "tak".
A kiedy on milczy, twoje serce w dalszym ciągu słucha jego serca.
Albowiem w przyjaźni wszystkie myśli, wszystkie pragnienia i wszystkie oczekiwania powstają bez słów i są wspólnie dzielone w nie ujawnionej radości.
Kiedy rozstajesz się ze swoim przyjacielem nie smucisz się;
Albowiem to, co w nim kochasz, może stać się wyraźniejsze podczas jego nieobecności, tak jak góra oglądana z równiny wydaje się ostrzej zarysowana dla wspinającego się.
I niech nie będzie innego celu w przyjaźni poza doskonaleniem ducha.
Albowiem miłość poszukująca czegoś innego poza odkryciem swej własnej tajemnicy nie jest miłością, tylko zarzuconą siecią, i tylko coś bezwartościowego złapie się w nią.

I niech to, co najlepsze w tobie, będzie dla twego przyjaciela.
Jeśli musi poznać odpływ, niech pozna również przypływ w tobie.
Albowiem czymże jest twój przyjaciel, abyś miał go poszukiwać dla zabicia czasu?
Szukaj go zawsze ofiarując mu godziny życia.
Albowiem jego rzeczą jest zadośćuczynić twym potrzebom, ale nie pustce.
A w słodyczy przyjaźni niech będzie śmiech i wspólne dzielenie przyjemności.
Albowiem w rosie drobnych spraw serce odnajduje swój poranek i odradza się.
  • awatar TaniecNocy...: "I trzeba być wielkim przyjacielem i mocnym przyjacielem, żeby przyjść i przesiedzieć z kimś całe popołudnie tylko po to, żeby nie czuł się samotny. Odłożyć swoje ważne sprawy i całe popołudnie poświęcić na trzymanie kogoś za rękę"... Teraz to już niestety rzadkość,cóż...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wasze cierpienie jest rozbiciem skorupy otaczającej wasze rozumienie.
Albowiem jak pestka owocu musi pęknąć, aby jej rdzeń ukazał się w słońcu, tak też musicie poznać cierpienie.
A jeśli zdołacie utrzymać wasze serca w podziwie dla codziennych cudów życia, wasze cierpienie wyda wam się nie mniej cudowne niż wasza radość.
Wtenczas przyjmiecie pory roku waszego serca, tak jak przyjmujecie pory roku, co mijają nad waszymi polami.
I ze spokojem spojrzycie poprzez zimy waszego zmartwienia.
Wiele z waszego cierpienia jest z waszego wyboru.
Jest to gorzkie lekarstwo, którym istniejący w was lekarz leczy wasze chore jestestwo.
Przeto zaufajcie lekarzowi i wypijcie jego lekarstwo w ciszy i spokoju.
Bo jego rękę, choć ciężką i twardą, prowadzi delikatna ręka Niewidzialnego.
A kielich, który On wam podaje, choć pali wasze usta, został ukształtowany z gliny, którą Garncarz zwilżył Swymi świętymi łzami.
 

 
Kiedy twój duch wędruje wraz z wiatrem,
Wtedy samotny i niebaczny wyrządzasz zło innym, a przeto i samemu sobie.
I za to zło wyrządzone musisz zapukać i chwilę poczekać nie zauważony u bram błogosławionych.

Jak ocean jest twoje boskie ja.
Na zawsze pozostaje nieskalane.
I jak powietrze unosi tylko uskrzydlonych.
Nawet jak słońce jest twoje boskie ja.
Nie zna dróg kreta ani nie szuka jam węża.
Lecz twoje boskie ja nie zamieszkuje samo w twojej istocie.
Wiele jest w tobie jeszcze z człowieka i wiele jeszcze nie z człowieka,
Lecz z bezkształtnego pigmeja, co idzie uśpiony we mgle, czekając na własne przebudzenie.
I o człowieku w tobie będę teraz mówić.
Albowiem to on, a nie twoje boskie ja ani pigmej we mgle, zna zbrodnię i karę za zbrodnię.

Nieraz słyszałem, jak mówiliście o kimś, co popełnił przestępstwo, jakby nie był jednym z was, lecz obcym i intruzem w waszym świecie.
Lecz ja powiadam wam, że tak jak święci i sprawiedliwi nie mogą wznieść się ponad to najwznioślejsze, co jest w każdym z was,
tak samo źli i słabi nie mogą spaść poniżej najpodlejszego, które jest także w was.
I jak pojedynczy liść żółknie za milczącym przyzwoleniem całego drzewa,
Tak wyrządzający zło nie może tego uczynić bez skrytego przyzwolenia was wszystkich.
Jak w procesji razem zdążacie ku swemu boskiemu ja.
Jesteście drogą i wędrowcami.
I jeśli jeden z was pada, to czyni to dla tych, co są za nim, jako przestrogę przed zawadzającym kamieniem.
Tak, pada też dla tych, co idą przed nim, co choć szybciej i pewniej kroczą, nie usunęli jednak zawadzającego kamienia.

A również, choć to słowo legnie kamieniem na waszym sercu:
Zamordowany ma udział w swym morderstwie.
A obrabowany jest współwinien rabunku.
Sprawiedliwi nie są wolni od czynów przestępców,
A ci o czystych rękach nie są oczyszczeni z czynów przestępcy.
Zaiste winny jest nieraz ofiarą poszkodowanego.
A jeszcze częściej potępiony cierpi za winy sprawiedliwych i bez skazy.
Nie możecie oddzielić sprawiedliwych od niesprawiedliwych, a dobrych od złych.
Albowiem razem stoją przed obliczem słońca, jak czarna i biała nić ze sobą splecione.
A kiedy pęka czarna nić, tkacz spojrzy na całą tkaninę i obejrzy też warsztat tkacki.

Jeśli któryś z was przyprowadzi do sądu niewierną żonę,
Niech zważy też serce męża na szalach wagi, a jego duszę zmierzy właściwą miarą.
I niech ten, co chciałby wychłostać winowajcę, wejrzy też w duszę znieważonego.
I jeśli ktoś z was chciałby wymierzyć karę w imieniu sprawiedliwości i przyłożyć siekierę do drzewa zła, niech oglądnie też jego korzenie.
I zaprawdę odnajdzie on korzenie dobra i zła, owocujące i bezpłodne, razem ze sobą splecione w milczącym sercu ziemi.
A wy, sędziowie, co chcielibyście być sprawiedliwi.
Jaki wyrok wydacie na tego, co choć uczciwy w ciele, jest łotrem w duchu?
Jakąż karę wymierzycie temu, co zabija ciało, lecz sam jest zabity na duchu?
I w jaki sposób ścigacie sądownie tego, co jest oszustem i tyranem w swych czynach,
Lecz zarazem sam jest uciśniony i znieważony?

W jaki sposób ukażecie tych, których wyrzuty sumienia są już większe od ich występków?
Czyż wyrzuty sumienia nie są sprawiedliwością, wymierzoną przez to samo prawo, któremu tak chętnie służycie?
Jednak nie możecie obciążyć wyrzutami sumienia niewinnego ani oswobodzić od nich serca winowajcy.
Same z siebie będą one wołać w nocy, aby ludzie ocknęli się i przypatrzyli sobie.
A wy, co chcielibyście pojąć sprawiedliwość, jak tego dokonacie, jeśli nie spojrzycie na wszystkie uczynki w pełnym świetle?

Wtenczas dopiero zrozumiecie, że człowiek prosto stojący lub upadły jest tym samym człowiekiem tkwiącym w półmroku pomiędzy nocą swego pigmejowskiego ja a dniem swego ja boskiego.
I że kamień węgielny świątyni nie jest położony wyżej niż najniższy kamień u jej podstawy.


wiekszosc tresci na tym blogu pochodza z "Wojownik światła, publikacja www.paulocoelho.com.br";
  • awatar TaniecNocy...: Wiedziałam ze coś mi to mówi ale za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wasza radość jest waszym odsłoniętym smutkiem.
I to samo źródło, z którego rodzi się wasz śmiech, nieraz już wypełniały wasze łzy.
A czyż może być inaczej?
Im głębiej smutek drąży waszą istotę, tym więcej możecie pomieścić radości.
Czyż kielich zawierający wino nie jest tym samym kielichem, który garncarz wypalił w piecu?
A czy lutnia, która ukoi waszego ducha, nie jest tym samym drewnem wydrążonym nożami?
Kiedy jesteście weseli, wejrzyjcie w głąb własnego serca, a odkryjecie, że tylko to, co napełniło was smutkiem, teraz napełnia was radością.
Kiedy jesteście smutni, wejrzyjcie znów do swego serca, a zrozumiecie, że naprawdę płaczecie nad tym, co było waszą radością.
Niektórzy z was mówią: "Radość jest potężniejsza od smutku", a inni mówią: "Nie, smutek jest potężniejszy".
Lecz ja wam powiadam, że są od siebie nieodłączne
Razem przychodzą, a gdy jedno z nich zasiada z wami do stołu, pamiętajcie, że drugie śpi w waszym łożu.

Zaprawdę, zawieszeni jesteście jak szale wagi pomiędzy smutkiem a radością.
Tylko gdy macie w sobie pustkę, trwacie w bezruchu i równowadze.
A kiedy strażnik skarbca podniesie was, by zważyć swoje srebro i złoto, wasza radość lub smutek musi się unieść lub opaść.
 

 
Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi,
Są synami i córkami Życia, które pragnie istnieć.
Rodzą się dzięki wam, lecz nie z was,
I chociaż z wami przebywają, nie należą do was.

Możecie obdarzyć je waszą miłością, lecz nie waszymi myślami.
Albowiem mają swoje własne myśli.
Możecie dać schronienie ciałom ich, ale nie duszom.
Albowiem ich dusze zamieszkują dom jutra, do którego nie możecie wstąpić nawet w snach.
Możecie usiłować upodobnić się do nich, lecz nie starajcie się, aby one stały się do was podobne.
Albowiem miłość nie cofa się wstecz ani nie ociąga się, by pozostać w dniu wczorajszym.
Jesteście łukami, z których wystrzelono wasze dzieci jak żywe strzały.
Łucznik dostrzega cel na drodze do nieskończoności i napina was Swą mocą, aby Jego strzały pomknęły szybko i daleko.
Niech napięcie dłonią Łucznika napełni was radością;
Albowiem Ten, który kocha lecącą strzałę, nie mniej miłuje nieruchomość łuku.


Mało dajecie rozdając wasze mienie.
Jedynie dając z samych siebie obdarzacie naprawdę.
Bo czymże są wasze posiadłości jak nie rzeczami, których pilnie strzeżecie w obawie, że możecie ich potrzebować jutro?
A jutro, cóż przyniesie jutro chytremu psu, który zakopał kości na bezdrożach piasku, podążając za pielgrzymami do miasta świętego?
A czymże jest obawa przed nędzą jak nie samą nędzą?
Czyż lęk przed pragnieniem, gdy posiadacie pełną studnię, nie jest już nie ugaszonym pragnieniem?
Jedni dają mało z obfitości, którą posiadają - dają dla zdobycia uznania -a już to skryte pragnienie umniejsza ich dar.
Są też tacy, którzy mają mało, a dają wszystko.
To ci, co wierzą w życie i hojność życia, a ich skrzynia nigdy nie jest pusta.
To ci, co dają radośnie, a ta radość jest ich nagrodą.
Są też tacy, co dają z bólem, a ten ból jest ich chrztem.
I ci, co dając nie odczuwają bólu i nie szukają radości ani nie dają z myślą o zasłudze.
Dają tak jak mirt, co rosnąc w dolinie rozsiewa swój zapach w przestrzeni.
Poprzez ręce takich jak oni przemawia Bóg i ich oczami uśmiecha się do ziemi.

Dobrze jest dawać, gdy ktoś o to prosi, lecz jeszcze lepiej dać samemu bez proszenia, ze zrozumieniem.
Dla szczodrego poszukiwanie kogoś, kto przyjmie dar, jest większą radością od samego dawania.
Czyż jest coś, co moglibyście zatrzymać dla siebie?
Pewnego dnia wszystko, co posiadacie, będzie rozdane,
Dlatego dawajcie już teraz, aby pora obdarzania była waszym udziałem, a nie waszych spadkobierców.

Nieraz mówicie: "Dam, ale tylko tym, co na to zasługują".
Tak nie mówią drzewa w waszym sadzie ani trzoda na waszym pastwisku.
Dają, aby żyć, bo zatrzymywać dla siebie oznacza zginąć.
Z pewnością ten, który jest godzien otrzymywać swe dni i noce, godzien jest otrzymać od was wszystko.
I ten, który zasłużył na to, by pić z oceanu życia, zasługuje, by swój kielich napełnić u waszego małego strumyka.
A czyż jest większa zasługa niż odwaga, ufność i miłosierdzie otrzymywania?
 

 
Zrodziliście się razem i razem na zawsze pozostaniecie.
Pozostaniecie razem, aż białe skrzydła śmierci rozwieją wasze dni.
Zawsze pozostaniecie razem, nawet w milczącej pamięci Boga.
Lecz zachowajcie wolną przestrzeń w waszej wspólnocie.
I niech niebiańskie wiatry pląsają między wami.
Miłujcie się nawzajem, lecz nie narzucajcie pęt swej miłości.
Niech raczej falujące morze powstanie pomiędzy brzegami waszych dusz.
Napełniajcie nawzajem wasze kielichy, lecz nie pijcie z jednego kielicha.
Dzielcie się chlebem, lecz nie pożywajcie tego samego bochenka.
Śpiewajcie, tańczcie ze sobą i bądźcie weseli, lecz niech każde z was pozostanie samotne.
Tak jak struny lutni pozostają samotne, choć każda drga tą samą melodią.

Obdarzajcie się sercami, lecz nie bądźcie ich strażnikami.
Bo tylko ręka Życia może zawrzeć wasze serca.
Stójcie obok siebie, lecz nie nazbyt blisko jedno drugiego;
Albowiem filary świątyni stoją oddzielnie,
A dąb ani cyprys nie rosną jeden w cieniu drugiego.
 

 
Gdy miłość skinie na was, podążcie za nią,
Chociaż jej drogi są strome i trudne.
A kiedy jej skrzydła osłonią was, poddajcie się jej,
Chociaż miecz ukryty w jej skrzydłach może was zranić.
A kiedy mówi do was, uwierzcie jej,
Choć jej głos może rozwiać wasze sny, jak północny wiatr pustoszy ogród.

Bo tak jak miłość wieńczy was, tak też i krzyżuje. Jak sprzyja waszemu wzrostowi, tak też przycina was.
I choć wspina się na wasz wierzchołek i pieści wasze najdelikatniejsze gałązki, które drżą w słońcu,
Tak też zstąpi do waszych korzeni i wstrząśnie nimi, chociaż wrastają w ziemię.
Jak snopy zboża przygarnia was do siebie.
Młóci, by was doszczętnie ogołocić.
Przesiewa, by oczyścić was z łusek,
Miele was do białości.
Ugniata was, aż się poddacie;
A wtedy wrzuca was w święty ogień, abyście stali się świętym chlebem na świętą ucztę Boga.

To wszystko miłość wam czyni, abyście poznali tajniki swego serca, a mając tę wiedzę stali się cząstką serca Życia.

Lecz jeśli w waszej trwodze będziecie szukać jedynie spokoju w miłości i przyjemności w miłości,
Wtenczas będzie lepiej, jeśli okryjecie swą nagość i przejdziecie z klepiska miłości
Na świat pozbawiony pór roku, gdzie będziecie się śmiać, lecz niepełnym śmiechem, i płakać, lecz nie wszystkimi łzami.
Miłość nic wam nie daje poza samą sobą i nic nie zabiera prócz siebie.
Miłość nie posiada ani nie chce być w niczyim posiadaniu;
Gdyż miłość wystarcza miłości.

Kiedy kochasz, nie powinieneś mówić: "Bóg jest w twoim sercu", lecz raczej: "Ja jestem w sercu Boga".
I nie myślcie, że możecie kierować miłością, gdyż miłość, jeśli uzna was za godnych tego, pokieruje waszym postępowaniem.

Miłość niczego innego nie pragnie, tylko spełnić się.
Lecz jeśli kochasz i musisz czegoś pragnąć, niech to będą twe własne pragnienia.
Aby stopnieć i stać się jak rwący strumień, co śpiewa swą melodię nocy.
Aby poznać ból nadmiaru uczucia.
Być zranionym własnym zrozumieniem miłości;
Krwawić ochoczo i radośnie.
Budzić się o świcie z uskrzydlonym sercem i składać dziękczynienia za każdy następny dzień miłowania;
Odpoczywać w południe rozmyślając nad uniesieniami miłości;
Wracać wieczorem do domu z wdzięcznością;
I zasypiać z modlitwą za ukochaną osobę w sercu swoim i z pieśnią chwalby na ustach.
 

 
  • awatar Gość: o cholera. jaki sztuczny pasztet :]
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›